Planowałam napisać jednorazówkę na dzisiaj ,ale mam tyle nauki ,że nie dam rady.
Tak ,więc kolejne opowiadanie pojawi się dopiero pod koniec kwietnia ze względu na to ,że niedługo mam
egzamin gimnazjalny i muszę się uczyć. Mogę powiedzieć tylko ,że kolejne opowiadanie będzie
miało tytuł "Nienawiść i miłość". Tak więc do kolejnej jednorazówki ;)
sobota, 11 kwietnia 2015
niedziela, 5 kwietnia 2015
Ostatni tydzień wakacji...
Ostatni
tydzień wakacji ,a Tara już przeżywała pójście do nowej szkoły.
Prawdę powiedziawszy to tak przeżywała ,że ktoś inny myślał
''Jakim cudem ona jeszcze nie zwariowała?''. Tara była bardzo ładną
16-letnią dziewczyną o brązowych włosach i czekoladowych oczach.
Mimo swojej urody była bardzo nie śmiała i to był jej problem
poza tym myślała ,że każdy się z niej śmieje i obgaduje ją na
każdym kroku. Była piękna i zgrabna. Dziewczyny zazdrościły jej
urody. Pierwsza liceum- przecież każdy się denerwuje pierwszym
dniem ,ale nie tak jak ona.
Postanowiła
pójść na spacer do parku blisko swojego domu. Wzięła telefon i
słuchawki i wsłuchując się w melodię ruszyła do parku. Po
chwili poczuła zderzenie z czymś twardym ,a raczej kimś jak się
okazało tym kimś był chłopak. Bardzo przystojny chłopak. Latynos
o pięknych brązowych oczach i bardzo twardych mięśniach. Tara już
się o tym przekonała. Poczuła zażenowanie tą sytuacją. Chłopak
musiał to zauważyć ,bo natychmiast wstał i podając rękę
dziewczynie stali już twarzą w twarz.
-Przepraszam
cię bardzo- powiedział Latynos
-Nie
to ja przepraszam- powiedziała
-Jestem
Carlos.
-Tara-
powiedziała patrząc na niego jak głupia.
-Ładne
imię. Może przejdziesz się ze mną na spacer? - zaproponował
-Nie
dziękuję. Ja...ja już muszę iść- wymamrotała i ominęła go
szerokim łukiem.
-Mam
nadzieję ,że jeszcze na siebie wpadniemy ,Tara!- krzyknął za nią.
Była już w oddali ,ale usłyszała jego słowa.
-Mam
nadzieję ,że nie- mruknęła pod nosem i zamiast pójść do parku
poszła do swojej przyjaciółki ,która też miała iść z nią do
nowej szkoły.
-Mówię
Ci ,że musisz wyluzować ,bo inaczej oszalejesz.- powiedziała Kate.
-Nie
mogę. Boję się iść. Boję się ,że każdy będzie się śmiał
ze mnie.
-Jako
twoja najlepsza przyjaciółka mówię poważnie. Nie masz się czego
bać. Jesteś piękna i wysoka. Każdy chłopak się na ciebie patrzy
,a dziewczyny zazdroszczą ci urody ,a co najważniejsze ja też idę
z tobą do tej samej klasy tak?
-No
tak- powiedziała Tara bez entuzjazmu.
-A
teraz opowiedz mi o tym przystojniaku na ,którego wpadłaś.
-Wiem
tyle ,że ma na imię Carlos. Wygląda na Latynosa.
-Może
jeszcze kiedyś na siebie wpadniecie?
-Wątpię
poza tym nie chcę.- powiedziała Tara. Dziewczyny rozmawiały dobre
2 godziny po czym się pożegnały i Tara poszła do domu.
Następnego
dnia Tara wraz z Kate wybrały się na zakupy do galerii handlowej.
Zeszło im to mniej więcej 4 godziny. Tara odprowadziła
przyjaciółkę ,a sama wróciła do siebie obładowana mnóstwem
zakupów. Szła myśląc jak wykorzystać ostatni tydzień wolności.
Nagle poczuła na sobie jakiś płyn. Podniosła głowę i ujrzała
Carlosa ,a w ręce miał sok pomarańczowy ,a raczej pusty kartonik.
Spojrzała na niego z rządzą mordu.
-Naprawdę
cię przepraszam. To był przypadek.- mówił zakłopotany Latynos
-Co
za koszmar- powiedziała Tara- Jak nie widzisz jak chodzisz to kup
sobie okulary na pewno przydadzą się tobie.- powiedziała i
przeszła koło niego ,ale on szybko złapał ją za rękę.
-Poczekaj.
Odkupię ci chociaż bluzkę. Jak widać nie będzie łatwo zmyć
plam.
-Nie
dzięki. A teraz z łaski swojej puść moją rękę- powiedziała ,a
Los ją puścił.
-To
może dasz się zaprosić na kawę?
-Nie.
-Sok?
-Nie.
-Lody?
-Nie.
-Jogurt
mrożony?
-Nie.
-To
gdzie chcesz iść?
-Nigdzie.
Nic nie chcę.
-Dlaczego?
-Bo
nie.
-To
żadna odpowiedź.
-To
już twój problem.
-Pamiętasz
jak mówiłem ,że jeszcze się spotkamy?
-Coś
obiło mi się o uszy. A teraz na razie ,ale nie mam ochoty na
niczyje towarzystwo.
-Może
później gdzieś wyskoczymy?
-Czy
ty rozumiesz, że „nie” naprawdę może znaczyć „nie”?
Nie
od razu odpowiedział ,jakby musiał się głęboko przemyśleć
pytanie.
-Nie
sądzę.
-I
na tym polega twój problem- powiedziała Tara i szybko poszła w
stronę swojego domu. Co za nieznośny kretyn- pomyślała.
Carlos
nie zamierzał się poddać. Stwierdził ,że jest wyjątkowa. Inna
dziewczyna od razu by się zgodziła ,a z Tarą było inaczej. Jego
plan polegał na tym ,że najpierw dowie się gdzie mieszka ta
śliczna dziewczyna ,a potem coś wymyśli. Szedł 20 minut aż
weszła do domu. Więc mieszka w Charles
Street. No proszę 2 przecznice dalej niż on.
Była
16 ,a Tara usłyszała dzwonek do drzwi. Poszła je otworzyć.
Zobaczyła Carlosa ubranego w białą koszulę ,która była rozpięta
pod szyją oraz ciemne jeansy. W ręce trzymał bukiet z żółtymi i
białymi tulipanami. Chciała zatrzasnąć mu drzwi przed nosem ,ale
przytrzymał je butem.
-Skąd
wiesz gdzie mieszkam?- spytała
-Nieważne.
Ważne jest to ,że chciałbym zaprosić cię na kolację. A to dla
ciebie- powiedział wręczając jej bukiet.
-Nie
dzięki. Nie zamierzam się ruszać z domu.
-Zrobimy
tak. Rzucimy monetą. Orzeł idziemy na kolację. Resztka daję ci
spokój.
-Niech
zgadnę twoja moneta ma 2 orły- raczej stwierdziła niż zapytała
-Nigdy
nie oszukuje sama zobacz.- pokazał jej monetę. Rzucił i wypadł
orzeł- Idziemy na kolację.
-No
dobrze. Chodź do salonu ja się tylko przebiorę- powiedziała ,a on
wszedł do salonu. Jej rodziców nie było akurat w domu bo pojechali
na zakupy.
-Nidy
się nie zakładaj- mruknęła pod nosem i weszła do swojego pokoju.
Wybrała
brzoskwiniową sukienkę do kolan i czarne sandałki na lekkim
obcasie. Włosy rozpuszczone i lekki makijaż. Oraz jej ulubione
perfumy „Pola Elizejskie”
W
restauracji Carlos nie mógł oderwać od niej oczu. Jaka ona ładna-
pomyślał. Czekając na swoje dania Los przerwał krępującą
ciszę.
-Opowiesz
mi coś o sobie?- spytał
-A
co chcesz wiedzieć?
-Wszystko.
-No
dobrze. Mam na imię Tara to chyba już wiesz. Mam 16 lat. Za tydzień
idę do pierwszej liceum. Nie lubię nachalnych kolesi ,czyli ciebie-
powiedziała prosto z mostu ,a Carlos tylko się uśmiechnął.
-Nie
musisz być okrutna. Teraz ja ci powiem coś o sobie. Mam 18 lat, idę
do trzeciej liceum i wiem jedno. Chcesz wiedzieć?
-Nie.
-I
tak ci powiem. Podobasz mi się.
-Przestań.
-Mam
przestać ,ale z czym?- powiedział udając głupka
-Z
tym.- odpowiedziała i skończyła ponieważ kelner przyszedł.
Po
kolacji Carlos odprowadził Tarę do domu. Szli w ciszy jakby każde
bało się odezwać pierwsze.
-Dzięki
za dzisiejszy wieczór. Było nawet miło ,a teraz dobranoc-
powiedziała ,gdy doszli do domu. Już miała otwierać furtkę ,gdy
Carlos złapał ją za rękę i obrócił ją ku sobie. Ręce położył
na jej tali. Najpierw spojrzał w oczy ,a potem wpił się namiętnie
w usta Tary ,która została oblana rumieńcami na twarzy. Gdy się
oderwali od siebie Los powiedział:
-Tak,
było bardzo miło. Nie uważasz?- spytał ,a widząc zakłopotanie
na twarzy dziewczyny uśmiechną się szeroko. Nadal ją trzymał w
tali choć ona próbowała się wyrwać on nadal ją trzymał i nie
zamierzał puścić.- Powiedz mi Taro ,która część tego wieczoru
podobała ci się najbardziej? Sama kolacja ,czy raczej to co miało
miejsce sekundę temu?- spytał lecz Tara nie zamierzała nic mówić,
Jakby język jej ucięli- Powiedz mi- szepnął jej do ucha. Tara w
końcu się uwolniła z jego ramion.
-To...to
było wstrętne!- wykrzyczała i uciekła do domu zostawiając
Carlosa osłupiałego jej wyznaniem. Stał tam jeszcze dobre 10 minut
po czym poszedł do domu. Poczuł jak narasta w nim gniew. Wstrętne
powiada. Wstrętne? No to się jeszcze okaże- powtarzał sobie w
myślach. Jedno jest pewne nie podda się tak łatwo. W ogóle się
nie podda.
Przecież
wcale tak nie myślała. To był najwspanialszy pocałunek na świecie
,ale w końcu musiała coś powiedzieć ,żeby się od niej odczepił.
A kolacja w jego towarzystwie była naprawdę miła. Jedno jest pewne
,a przynajmniej tak jej się wydaje. Zraniła jego męską dumę ,a
Los przestanie ją irytować bo nie będą się już widywać.
Nazajutrz
o 17.00 poszedł do Tary. Jaki jestem głupi. Przecież nie mam jej
numeru- pomyślał. Zapukał ,a drzwi otworzyła mu kobieta w średnim
wieku nie tak wysoka jak Tara ,ale po oczach poznał ,że to jej
mama.
-Dzień
dobry. Czy zastałem może Tarę?
-Dzień
dobry. Tak ,tak Tara jest u siebie w pokoju. Wejdź proszę.-
wpuściła go i obdarzyła szczerym pogodnym uśmiechem.
-Gdzie
moje maniery. Jestem Carlos. Carlos Pena.
-Wiem
,wiem Tara mi o tobie opowiadała.
-Mam
nadzieje ,że w samych superlatywach- odpowiedział na co Diana matka
Tary tylko się roześmiała. Wskazała Losowi pokój Tary.
Usłyszawszy
pukanie Tara skończyła czytać książkę i powiedziała głośno
„Proszę!”. Co ujrzała ,a raczej kogo ogarnął ją gniew.
-Co
ty tu robisz?- spytała nie kryjąc niechęci do niego
-Przyszedłem
do ciebie. Nie widać?- spytał ,a w głębi duszy chciał ją
zdenerwować.
-To
widzę ,ale czemu? Nie przypominam sobie ,żebym cię zapraszała.
-Zrobiłem
ci niespodziankę. Nie cieszysz się?
-Nie.
Boże jaki ty jesteś irytujący!
-W
takim razie powiedz co o mnie myślisz jak taki jestem?
-Powiem
ci co myślę. Otóż myślę ,że jesteś wstrętnym natrętem!
-Ale
ten wstrętny natręt Ci się podoba. Nie zaprzeczaj i nie kłam.-
powiedział ,gdy zobaczył ,że zaczyna otwierać usta ,żeby coś
powiedzieć.- Mam już dość czekania i tych twoich gierek. Przestań
w końcu udawać.- powiedział i popatrzył na nią. Nie mogła już
wytrzymać. Powie mu ,że to był cudowny pocałunek i w końcu
normalnie z nim porozmawia.
-Dobrze.-
powiedziała spokojnie
-Ale
co dobrze?- spytał trochę zbity z tropu.
-Porozmawiam
z tobą normalnie.- usiadła z nim na łóżku i popatrzyła w oczy.
-Ten pocałunek był wspaniały.
-Opowiedz
mi coś o sobie ,ale nie tak jak wtedy gdy wyszliśmy razem.
-Dlaczego
chcesz ,żebym ci mówiła o sobie?
-Bo
podobasz mi się i jesteś dla mnie zagadką. Nie potrafię cię
rozgryźć Taro.- powiedział i owinął sobie palec wokół kosmyka
jej włosów.
-Zachowywałam
się tak w stosunku do ciebie ponieważ jestem jak to twierdzi moja
przyjaciółka nieśmiała. Bałam się ,że zacznę gadać głupoty.
Po prostu się boję.
-Czego?
-Wszystkiego.
Jak patrzę na inne dziewczyny myślę sobie „Ale one ładne”
tylko wiesz co? Szkoda ,że ja taka nie jestem. Myślę ,że ludzie
myślą „Boże jaka ona brzydka”.- Carlos osłupiał w tym
momencie. Ta piękna istota ma takie okropne myśli. Bez słowa wziął
ją w ramiona i mocno tulił do siebie.
-Jesteś
piękna. Jesteś śliczna. Nie wiem czemu tak mówisz o sobie.
-Jestem
nieśmiała ,ale wiem jedno Carlos.
-Co
takiego?
-Bardzo
mi się podobasz i czuję ,że się w tobie zakochuje- powiedziała
tak po prostu. Carlos wziął ją w ramiona i pocałował w usta po
czym powiedział:
-Miło
mi to słyszeć ,bo ja czuję to samo do ciebie ,a i mam jeszcze
jedną dobrą wiadomość.- wyszeptał jej przy ustach
-Tak?
Jaką??
-Taką
,że będziesz chodziła do tej samej szkoły co ja skarbie.
-Naprawdę?!
Carlos to cudownie!- powiedziała i mocno się w niego wtuliła.
******************************
Przepraszam Was ,że tak długo nie pisałam ,ale nie miałam czasu ,ani pomysłu. Chciałabym Was też zaprosić na mojego drugiego bloga ,w którym piszę recenzje książek ,które czytam.
http://romnsezarlekina.blogspot.com/ oraz zapraszam do obserwowania i komentowania ,a
jeśli chodzi o moje jednorazówki to proszę Was bardzo komentujcie.
poniedziałek, 29 września 2014
Blog zawieszony...
Hejka wszystkim ;)
Wiem ,że dawno tu nie pisałam ,ale wena mi się skończyła.
Teraz jestem w 3 gimnazjum ,będę miała egzaminy i muszę czas poświęcić na naukę. Tak ,więc blog zawieszam na czas nieokreślony
Mam nadzieję ,że za jakiś czas wena mi powróci.
Życzę Wam udanych dni w szkole ;)
Wiem ,że dawno tu nie pisałam ,ale wena mi się skończyła.
Teraz jestem w 3 gimnazjum ,będę miała egzaminy i muszę czas poświęcić na naukę. Tak ,więc blog zawieszam na czas nieokreślony
Mam nadzieję ,że za jakiś czas wena mi powróci.
Życzę Wam udanych dni w szkole ;)
piątek, 8 sierpnia 2014
Czas leczy rany part 2
Od
wizyty Jamesa u mnie minęło już 8 miesięcy. Wybaczyłam mu ,bo go
kocham ,ale nie potrafię zapomnieć o tym co się wydarzyło choć
minęło już 6 lat. Od 3 miesięcy mieszkam w Nowym Orleanie.
Przeprowadziłam się ,żeby James nie przychodził do mnie.
Zapominam o nim powoli. Zaczęłam tak jakby nowe życie. Poznałam
tam naprawdę miłego i sympatycznego faceta Justina. Justin jest
idealny. Kulturalny ,przystojny ma takie piękne oczy niebieskie jak
błękitne niebo. Cudne włosy o kolorze ciemnego blondu.
Poznałam
go na urodzinach mojej koleżanki. Z początku się zaprzyjaźniliśmy
,a potem to przerodziło się w coś więcej. Codziennie się
spotykamy i jest nam razem bardzo dobrze. Dziś wieczorem idziemy na
kolację do jakiejś znanej restauracji. Jest dokładnie 16 to mam
jeszcze 3 godziny ,bo przyjdzie po mnie o 19. Dawno nie rozmawiałam
z moim bratem. Ciekawe co u niego. Zadzwoniłam do niego. Odebrał za
3 sygnałem.
-Obraziłeś
się na mnie ,że nie dajesz znaku życia?- spytałam prosto z mostu.
-Fajne
przywitanie siostrzyczko. Miałem ostatnio dużo pracy wybacz ,że
nie dzwoniłem- powiedział
-Już
zaczynałam się martwić.
-Nie
masz o co. A co u ciebie?- zapytał bez entuzjazmu
-Wspaniale.
Dzisiaj idę do restauracji z Justinem. Ponoć to coś dla mnie
przygotował.- powiedziałam zadowolona.
-Lenka
wiesz dobrze ,że cię kocham ,ale on jest jakiś dziwny.
-Przestań
tak mówić dobrze? On nie jest dziwny. Jest troszkę
nieśmiały.-powiedziałam. Nie wiem co Tom ma do Justina. Powtarza
mi on do ciebie nie pasuje.
-Ja
ci tylko mówię ,a teraz kończyć muszę bo ktoś do mnie
przyszedł.
-Powiedz
kto taki przyszedł.
-Znasz
go ,ale chcesz zapomnieć. Pa.
-Pa-
powiedziałam i się rozłączyłam. Przyszedł do niego James. Jak
on znowu się wygada ,gdzie ja mieszkam to po prostu go uduszę.
Oczami Toma
-Hej
stary. Chyba ci przeszkodziłem- spytał James jak się żegnałem z
Leną
-Hej.
Nie przeszkodziłeś. Po prostu ,a nie ważne. Co cię tu sprowadza?
-Wiesz
co ,a raczej kto. Zawsze co do niej zdzwonię to nie ma takiego
numeru. Wysyłam kwiaty ,to odsyłają mi z powrotem. Zmieniła adres
czy jak?- spytał. Obiecałem Lenie ,ale nie dotrzymam słowa. Muszę
poważnie z Jamesem pogadać.
-Zmieniła
numer i adres ,ale mniejsza o to. Czy ty ją naprawdę kochasz?
-Tak.
Oddałbym za nią życie jeśli byłoby trzeba. Proszę powiedz co
się z nią dzieje.
-Spotyka
się z jakimś Justinem Cameronem. Od 3 miesięcy. On jest jakiś
dziwny jakby coś ukrywał. Moja siostra tego nie widzi ,a ja muszę
się dowiedzieć o nim parę rzeczy. James. James wszystko okey?-
zacząłem mu machać ręką przed twarzą ,bo bardzo zbladł. Zrobił
się biały jak kreda.
-Nie...
Nie jest w porządku. Boże ona jest w niebezpieczeństwie!- krzyknął
i wstał jak oparzony.
-Co
,ale o czym ty mówisz? Uspokój się i powiedz o co chodzi.
-Justin
Cameron to nie jest jego prawdziwe imię i nazwisko. Naprawdę nazywa
się Ross Smith. Ma 29 lat i jest gangsterem. Prowadzi niebezpieczną
grupą przestępczą. Musimy tam kurwa jechać!- krzyknął ,a ja
osłupiałem.
-Skąd
ty to wszystko wiesz?
-Mój
kuzyn jest tajnym agentem i poszukuje go już od 2 lat. On nie jest
taki słodki i niewinny za kogo się uważa. Kurwa to niebezpieczny
przestępca. Wiele kobiet tak uwodzi ,a potem wywozi je ,żeby
pracowały jako prostytutki.- mówił ,a mi robiło się słabo.-
Wstawaj. Jedziemy do mojego kuzyna. FBI szuka go już bardzo długo-
powiedział i pociągnął mnie i ruszyliśmy w dane miejsce.
Oczami
Leny
Ubrałam
się w czarną sukienkę do kolan i do tego czarne szpilki.
Usłyszałam dzwonek do drzwi. Poszłam je otworzyć ,a tam był
Justin w smokingu. Taki przystojny ,że mniam.
-Hej
moja księżniczko. Pięknie wyglądasz- powiedział wręczając mi
bukiet czerwonych róż.
-Dziękuję
za róże są piękne.
-Nie
tak piękne jak ty- powiedział ,a ja mimowolnie się uśmiechnęłam-
Chodź ,bo zamówiłem stolik na 19.30
-No
to chodźmy.
Jechaliśmy
w ciszy. Gdy dojechaliśmy na miejsce Justin otworzył mi drzwi i
weszliśmy do środka.
Oczami
Jamesa
Tak
strasznie się o nią boję. Zabije go jeśli jej coś zrobi. Jak
dowiedziałem ,że spotyka się z nim 3 miesiące to zdębiałem.
-Dobrze
,że przyjechaliście teraz. Musimy ustalić ,gdzie on jest. Tom
gdzie mieszka twoja siostra?- mój kuzyn Branson zwrócił się do
Toma
-Mieszka
w Nowym Orleanie. Z tego co mi powiedziała to właśnie teraz jest z
nim na kolacji. Musimy tam jechać!- krzyknął
-Za
godzinę będzie gotowy samolot. Lot nam zajmie około dwóch godzin.
W tym czasie powiem wam co macie robić.- powiedział Bran- Miejmy
nadzieję ,że będą jak najdłużej w tej restauracji. Tom zadzwoń
do niej. Musimy ją namierzyć. Rozmawiaj o czym chcesz tylko nic jej
nie mów o Justinie ,bo plan legnie w gruzach. Przeciągaj rozmowę
jak najdłużej. Kiedy dam ci sygnał rozłączysz się.- zwrócił
się w stronę Toma ,który wybierał numer mojej kochanej Leny. Nie
odebrała za pierwszym razem. Przestraszyłem się bardzo. Tom
spróbował po raz drugi. Na szczęście odebrała. Wziął na głośno
mówiący. Dlatego wszyscy słyszeliśmy rozmowę.
-Cześć
siostrzyczko. Co porabiasz?- spytał Tom w jego w głosie można było
wyczuć zdenerwowanie tą całą sytuacją.
-Hej
braciszku. Jestem z Justinem w restauracji. Nie mogę teraz
rozmawiać.- powiedziała Lena. Jak miło było słuchać jej głosu
,ale na myśl ,że ona jest z tym bandytą zalewa mnie furia i
strach. Jak on coś jej zrobi? Branson pokazał Tomowi ,żeby
podtrzymał rozmowę.
-Dobrze
się bawisz?- spytał
-Tak.
Bardzo fajnie. Ten hotel z restauracją jest wręcz cudowny.
-To
fajnie ,a w jakiej dzielnicy?
-W
French Quarter. Hotel nazywa się Le Pavillon. Dobra Tom ja muszę
już kończyć. Pa.
No
i się rozłączyła. Boję się o nią. Nadal mam wyrzuty sumienia
,że nie wysłuchałem jej parę lat temu. Jakbym jej wysłuchał
bylibyśmy szczęśliwi. Teraz siedzielibyśmy przytuleni do siebie w
domu oglądając jakiś film. Horror ,sensację ,kryminał lub
komedię romantyczną.
-Dobra
chodźcie. Idziemy do samolotu. Za niecałe 3 godziny będziemy na
miejscu o ile zdążymy- powiedział Bran i poszliśmy do samolotu.
Oczami
Leny
Wypiłam
z Justinem szampana. Po chwili zrobiłam się strasznie senna.
Widziałam rozmazaną twarz mojego towarzysza. Widziałam jak przez
mgłę ,że się uśmiecha. Poczułam jak ktoś mnie wynosi na rękach
i wsadza do samochodu. Zasnęłam na dobre i nie kontaktowałam już
ze światem. Pogrążona w śnie przytuliłam się do oparcia.
Oczami
Jamesa
Wszedłem
do hotelu razem z Bransonem. Tom został na zewnątrz. Inni ludzie z
naszej ekipy czekali na zewnątrz. Wkroczyliby wtedy kiedy Bran dałby
im sygnał. Plan nie poszedł po naszej myśli bo Leny już nie było.
Spóźniliśmy się. Mój kuzyn poszedł do dyrekcji hotelu. Pokazał
im dokumenty i odtworzyli nam nagrania. Widzieliśmy na nich jak Lena
poszła do łazienki ,a ten sukinsyn czegoś jej dosypał. Wypili
szampana jak wróciła. Po chwili zasnęła. Wtedy ten debil ją
wyniósł do samochodu. Mój Boże tak się o nią boję. Teraz
poszliśmy do wielkiej furgonetki ,a tam inni zaczęli myśleć co
teraz zrobić.
Oczami
Leny
Obudziłam
się w jakimś ciemnym pomieszczeniu. Wszędzie była głucha cisza.
Co ja tu robię zadawałam sobie to pytanie. Pamiętam tylko ,że
piłam szampana z Justinem ,a potem wszyscy się rozmazali.
-Cześć
śpiąca królewno- powiedział Justin podchodząc do mnie bliżej.
-Co
ja tu robię?- spytałam oszołomiona.
-Przywiozłem
cię tu jak zasnęłaś.
-Źle
się czuję- wymamrotałam
-To
efekt narkotyków. Za godzinę poczujesz się lepiej. Nie bój się.
Nie skrzywdzę cię przynajmniej nie teraz- powiedział śmiejąc
się.
-Nie
jesteś taki- powiedziałam przerażona
-Myliłaś
się co do mnie kochanie- powiedział kpiącym głosem- jestem
niebezpieczny ,a teraz leż spokojnie i się nie wyrywaj. Przyjdę za
godzinę- powiedział i wyszedł. Tom miał rację ,że jest dziwny.
Teraz się strasznie boję.
Usłyszałam
wibracje mojego telefonu. Jaki on musi być tępy ,że nie zabrać mi
telefonu. To był James. W dupie mam ,że nie chciałam z nim
rozmawiać. Teraz po prostu muszę odebrać.
-Lena!
Lena słyszysz mnie?
-James
boję się.
-Justin
nie jest tym kim myślisz. On jest przestępcą. Powiedz gdzie
jesteś.
-Nie
wiem gdzie jestem. Dał mi jakieś proszki. Tak bardzo się boję-
powiedziałam po czym Justin wszedł i wyrwał mi telefon. Uderzył
mnie w twarz. Poczułam jak krew spływa mi czole. Tak bardzo mnie
bolało jak uderzył mnie po raz drugi i po raz trzeci. Przykuł mnie
kajdankami do łóżka i uderzył kolejny raz ,a wtedy straciłam
przytomność.
Obudziłam
się. Tym razem w bardzo jasnym pomieszczeniu. Wszędzie paliło się
światło ,a nade mną pochylał się Tom razem z Jamesem. Nic nie
pamiętam.
-Spokojnie
Lena. Jesteś w szpitalu- powiedział łagodnie Tom ,a James wyszedł
z pokoju.
-Co
się ze mną stało? Nic nie pamiętam.- zauważyłam jak James
wszedł z kawą i podał ją Tomowi.
-James
ci wszystko wytłumaczy. Ja muszę poszukać lekarza. Kocham cię.
-Ja
ciebie też- powiedziałam ,a Tom pocałował mnie w czoło i
wyszedł. Został tylko James i jakaś pielęgniarka za szklanymi
drzwiami wypełniająca jakieś papiery.
-James
powiedz mi co się stało. Pamiętam tylko ból i sen.- James usiadł
na krześle obok łóżka. Dłonią nakrył moją dłoń.
-Pamiętasz
jak poszłaś z Justinem na kolację?
-Tak.
Pamiętam to. Pamiętam też jak mnie bił i wstrzykną coś w żyłę.
-Podał
ci pigułkę gwałtu ,żeby cię otumanić- powiedział cichym
szeptem.
-Czy
on... czy on...
-Nie
nie zrobił tego. Nie zdążył. Naprawdę nazywa się Ross Smith ma
29 lat i kieruje grupą przestępczą. Mój kuzyn jest agentem FBI i
szuka go już 2 lata. Jak mi Tom powiedział z kim się spotykasz
mało co zawalu nie dostałem.
-Czyli
jakby Tom ci nie powiedział. Co by się ze mną stało- spytałam
nadal w szoku.
-Nieważne.
Złapali go i całą jego grupę. Teraz musisz odpoczywać-
powiedział.
-Chcę
wiedzieć- powiedziałam
-Wywiózłby
cię za granicę- tylko tyle mi powiedział. Reszty się domyśliłam.
Dzięki Jamesowi jestem bezpieczna.
-Dziękuję
ci James.
-Za
co?
-Za
to ,że jak dowiedziałeś się to poszedłeś z tym do kuzyna. Za to
,że zareagowałeś tak szybko i nic mi się nie stało.
-Stało
się przez niego masz bliznę na skroni. Gdybym wcześniej wiedział-
powiedział łamiącym się głosem. Pierwszy raz po tylu latach
przytuliłam go. James objął mnie i spojrzał w oczy. Widać było
w nich nadzieję. Kocham go cały czas o nim myślę.
-Wybaczysz
mi kiedyś?- spytał
-Już
ci wybaczyłam 8 miesięcy temu ,ale wtedy chciałam o tobie
zapomnieć. Ale te miesiące uświadomiły mi jak bardzo cię
potrzebuję. Jak bardzo cię pragnę.
-Kocham
Cię. Dasz mi szansę i spróbujemy od nowa?
-Tak
i też Cię kocham.
-Ale
ja bardziej i nie kłóć się ze mną- powiedział po czym
pocałowaliśmy się pierwszy raz od ponad sześciu lat.
>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
Wiem
,wiem miała dokonać wyboru między dwoma mężczyznami ,ale
troszkę
zmieniłam na akcję. Nie sądzę ,żeby była ciekawa ,ale nie
miałam już pomysłu. Czekam na komentarze ;)
poniedziałek, 4 sierpnia 2014
Ogłoszenie ;)
Hejka chciałam wam powiedzieć ,że kolejna część opowiadania "Czas leczy rany" będzie w piątek 8 sierpnia . Przepraszam ,że tak późno ,bo miała być we wtorek ,ale wyjeżdżam do babci ,a tam internetu nie ma.
Jeszcze raz was przepraszam.
Ola Maslow
czwartek, 31 lipca 2014
Czas leczy rany part 1
Ponoć
czas leczy rany ,ale moich chyba nie wyleczył. Każdego wieczoru
myślę o nim. Myślę o moim najlepszym przyjacielu w ,którym się
zakochałam. Choć minęło już tyle lat ja wciąż go kocham choć
z przyjaźni powstała nienawiść. Po mimo tylu okropnych słów
których od niego usłyszałam ja nadal go kocham. Trudno mi o nim
zapomnieć ponieważ jest aktorem. Po naszej kłótni James pojechał
na casting do Big Time Rush. Miał wtedy 19 lat ,a ja 15.
6 lat wcześniej
-Lena
tak się cieszę ,że zgodziłaś się spotkać- powiedział David.
David Botton człowiek ,który mnie irytuje i denerwuje. Znajdowałam
się w parku ,gdzie często ludzie tu nie przesiadują o tej porze.
Ale była wczesna godzina to tak się nie bałam.
-Zgodziłam
się tylko po to ,żeby powiedzieć ci ,że jesteś wstrętnym
natrętem.
-Kochanie
dlaczego tak mówisz? Przecież wiesz dobrze ,że cię kocham ,a ty
kochasz mnie- powiedział i patrzył na mnie tymi swoimi okropnymi i
przerażającymi szarymi oczami. Bałam się jego wzroku. Cały mnie
przerażał.
-Ja
kocham Jamesa i tylko Jamesa- powiedziałam ,a on pokręcił głową
z niedowierzaniem. Przeczesał blond włosy ręką.
-Kochasz
mnie. Nie Jamesa.- powiedział i złapał mnie za nadgarstek i
przyciągnął do siebie. Jego usta wylądowały na moich. Chciałam
się wyrwać ,ale trzymał mnie mocno. Ten pocałunek nie był czuły
i delikatny lecz ostry ,natrętny i brutalny. Jestem z Jamesem 2
miesięcy. Co ja mu powiem? Niestety usłyszałam głośne
chrząknięcie za swoimi plecami. Odwróciłam się i zobaczyłam
Jamesa ociekającego furią.
-Jak
mogłaś? Jak mogłaś mi to zrobić?!- krzyknął
-James
to nie tak. David chciał ze mną porozmawiać.
-Właśnie
widzę jak rozmawiacie. Nie chcę cię znać!- wykrzyknął mi prosto
w twarz i pobiegł przed siebie. A ten wstrętny typ tylko się
śmiał. W jego śmiechu było coś dziwnego i podejrzliwego.
-Lena
,Lena ,Lena powiem ci ,że dobrze się stało. Ale nie sądziłem ,że
aż tak James się wścieknie. Jednak jeden sms czyni cuda.-
powiedział po czym spojrzałam na niego.
-Czyli
to ty napisałeś do Jamesa i specjalnie mnie pocałowałeś ,żeby
wkurzyć Jamesa tak? Za to co ci zrobił ,a raczej nie tobie tylko
twojemu bratu psychopacie!- wykrzyczałam mu to. Wcale mnie nie
kochał tylko liczył ,że James mnie rzuci i się załamie. Nagle
David uderzył mnie w twarz.
-Zamknij
się głupia suko!
-Prawda
zabolała? Twój brat był pijany rzucił się na Jamesa z nożem.
-Zamknij
się kurwo!- jeszcze raz mnie uderzył i chwycił za moją szyję ,a
ja ledwie łapałam powietrze. Na szczęście brat uczył mnie
samoobrony więc kopnęłam go z całej siły w krocze ,a on syknął
z bólu zataczając się na ziemię.
Najszybciej
jak mogłam uciekłam do domu.
Przez
następne 3 tygodnie próbowałam się kontaktować z Jamesem ,ale
nie odbierał telefonów. Po 3 tygodniach poszłam do niego. Jego
mama powiedziała ,że wyjechał. Chciała się dowiedzieć co się
stało. Więc James jej nie powiedział co się stało. Powiedziała
,że pojechał na casting do jakiegoś serialu do Los Angeles. Od
tego czasu nie mam z nim kontaktu. Jedynie mój brat Tom ma. Byli
dobrymi kumplami. Po mimo mojej kłótni z nim nadal się
przyjaźnili.
Oczami
Toma (teraźniejszość)
-Lena
nie możesz tak o nim myśleć. Minęło już 6 lat. Przestań już-
powiedziałem. Serce mi pękało gdy widziałem moja młodszą
siostrzyczkę przygnębiona.
-Wiem
Tom. Wiem ,że minęło już 6 lat ,ale ja go nadal kocham.
-Tylko
pomyśl on mieszka w L.A. ,a ty w Nowym Jorku. Dzieli was tyle
kilometrów. Zapomnij wreszcie.
-A
ty pomyśl ,że nie łatwo zapomnieć człowieka ,który jest znany.
Ba sławny!
-Daję
ci tylko dobrą radę. Zapomnij ,a teraz twój starszy o 4 lata brat
idzie stąd bo ma parę spraw do załatwienia.
-Coś
mój brat na krótko wpadł do swojej siostry.
-Później
przyjdę. Trzymaj się.
Mam
taki mały plan. Nie mogę patrzeć jak ona cierpi ,a cierpi już 6
lat. James jest moim przyjacielem ,ale to w jaki sposób się wobec
niej zachował to jest przegięcie.
Korzystając
z tego ,że teraz jest on w Nowym Jorku postanowiłem z nim pogadać.
Czekał już na mnie w barze.
-Cześć
stary- powiedział
-Hej.
Musimy pogadać, a raczej wyjaśnić pewne rzeczy.
-Ej
bo zaczynam się bać. Mówisz takim tonem jakbyś chciał mnie
zabić.
-Bo
tak jest. Szczerze? Mam ochotę cię zamordować. Chodzi o moją
siostrę.
-Nie
chcę nic o niej słyszeć. Wiesz dobrze ,że zawsze ją kochałem i
nadal kocham ,ale po tym co mi zrobiła nie chcę jej znać.
-Posłuchaj
mnie debilu. Nie znasz prawdy. A prawda jest dość trudna.
-No
dobrze. Powiedz co chcesz powiedzieć.
-David
specjalnie wysłał ci tę wiadomość. Chciał się zemścić za tą
sprawę z jego bratem. Lena tam przyszła. On mówił ,że ją kocha-
powiedziałem ,a James się wściekał na sama tą myśl.- Złapał
ją za nadgarstek i ją pocałował. Mówiła ,że bardzo brutalnie
aż ją zabolało. Potem pojawiłeś się ty. Jak odszedłeś to
przyznał się jej ,że zrobił to po ty byś się załamał. Lena
powiedziała o jego bracie ,a on ją uderzył w twarz. Potem znowu ją
uderzył. Chwycił ją za szyję i zaczął ją dusić. James on
chciał ją zgwałcić.
-Ja...ja
nie wiedziałem- mówił ze skruchą w głosie
-Jak
mogłeś wiedzieć skoro nie chciałeś jej słuchać.
-Dlaczego
wcześniej mi tego nie powiedziałeś?
-A
co ci miałem mówić? Lena prosiła mnie ,żebym ci nie mówił.
Sama chciała ci o tym powiedzieć ,ale jej nie słuchałeś. Ona cię
nadal kocha ,a ja już nie mogę patrzeć jak cierpi. A cierpi już 6
lat. Jak dowiedziała się ,że wyjechałeś ,postanowiła zmienić
coś. Nie mogła mieszkać dłużej w Bostonie. W tym mieście było
wiele wspomnień dlatego się przeprowadziła ,bo za bardzo to
przypominało ciebie. Nie mówiłem ci gdzie aktualnie mieszka ,bo
chciałem ,żeby o tobie zapomniała. Zapomniała o tym wszystkim.
Gdybyśmy się nie przyjaźnili bym ci przywalił za to jak ją
potraktowałeś.
-Nie
dziwię się tobie. Nie wiem co mam myśleć.
-Nic
nie myśl i zapomnij o niej. Tak jak ona zapomni o tobie.
-Ale
ja ją nadal kocham. Byłem głupi. Jak ja mogłem ją tak
potraktować.
-Najgorsze
jest to ,że Lena chce o tobie zapomnieć ,ale nie może.
-Dlaczego?
-Jaki
ty głupi jesteś. Nie może bo jesteś sławny. Widzi cię w
telewizji. Wszędzie cie widzi. Ale jest gorszy powód. Ona cię
kocha.
-Boże
jaki ja byłem głupi. Gdzie ona teraz mieszka?
-W
Nowym Jorku.
-Podaj
mi jej adres.
-To
nie jest najlepszy pomysł. Minęło już tyle lat. Daj sobie spokój.
-Nie
mogę. Nie po tym czego się dowiedziałem. Ja muszę z nią
porozmawiać.
-Powiedziałem
ci to tylko dlatego ,żebyś znał prawdę ,a teraz wybacz ,ale muszę
już iść- powiedziałem bo praca czekała.
-Proszę
daj mi ten adres ,bo jak nie to przeszukam cały Nowy Jork.
-Dobra
masz jej adres ,a ja muszę już lecieć- podałem mu adres na
kartce- Ale nie mąć jej w głowie- powiedziałem i odszedłem.
Oczami
Jamesa
Jaki
ja byłem głupi. Jak mogłem ja tak potraktować. Mogłem chociaż
jej wysłuchać. A ja jak idiota napisałem jej wtedy sms-a ''To
koniec. Nie wiedziałem ,że jesteś puszczalska''. Mój Boże jaki
ja byłem głupi ,a ten debil chciał ją wtedy zgwałcić ,gdybym
tam został. Boże ,ale co się stanie to się nie odstanie.
Poszedłem
do kwiaciarni i kupiłem jedną różę. Jedną różę ,bo ponoć to
bardziej romantyczne niż cały bukiet. Pojechałem pod wskazany
adres. Ciekawy jestem czym ona się teraz zajmuje. Z tego co wiem to
poszła na dwuletnie studia ,ale co teraz robi tego nie wiem.
Zaparkowałem i wszedłem do wielkiego wieżowca i pojechałem na
samą górę ,czyli na 20 piętro. Po chwili winda się zatrzymała.
Bądź dobrej myśli Maslow powtarzałem sobie co chwila. Zapukałem.
Otworzyła bardzo szybko. Jej mina na mój widok bezcenna. Ale muszę
przyznać ,że z nastolatki zmieniła się w piękną kobietę.
Wyraz twarzy jej się zmienił taki bardziej dorosły. Włosy miała
do ramion, czyli obcięła bo miała do pasa. Oczy miała jak zawsze
piękne. Te brązowe ogniki ,które potrafiły zahipnotyzować
każdego. Nabrała kobiecych kształtów. Wyglądała teraz jak
bogini. Jak królowa.
Oczami
Leny
Gdy
otworzyłam drzwi nie wierzyłam własnym oczom. Przede mną stał
mój James. Mój kochany James. Jak on się zmienił. Nie miał już
grzywki ,którą tak kochał. Stał się bardziej umięśniony.
-Cześć
Lena- powiedział z uśmiechem. O nie. Nie dam się zbić z tropu.
Choć nadal go kocham ,ale on nie może się domyśleć. Wie o tym
tylko Tom i tak ma zostać.
-Cześć-
odparłam obojętnie. Muszę taka być chłodna i obojętna bo jeśli
nie to się rozpłaczę ,a nie chcę przy nim- Zgubiłeś się? Może
szukasz Toma? Niestety tu go nie ma ,a teraz wybacz ,ale jestem
zajęta- powiedziałam chłodno już zamykałam drzwi ,gdy nagle
przytrzymał je nogą ,że nie mogłam ich domknąć do końca.
-Nie
szukam Toma i się nie zgubiłem. Chcę tylko porozmawiać. A proszę
to dla ciebie- powiedział wręczając mi różę czerwoną. Pamiętał
jakie lubię.
-Mam
uczulenie na kwiaty- skłamałam.
-Wiem
dobrze ,że nie masz. Porozmawiaj ze mną.
-Ja
chciałam porozmawiać 6 lat temu ,ale ty nie chciałeś-
powiedziałam ,ale on z całą siłą otworzył drzwi i wszedł do
środka mojego mieszkania.
-Nie
ruszę się dopóki nie porozmawiamy.
-Uparty
jak zawsze. No dobrze porozmawiamy ,a później znikniesz i nigdy się
już nie spotkamy- powiedziałam.-Chcesz może coś do picia?
-Poproszę
kawę małą czarną- powiedział i usiadł w salonie na kanapie. Ja
poszłam zrobić kawę. Przecież tak chciałam żeby się zjawił.
Tak bardzo chciałam znów na niego spojrzeć ,ale jak go zobaczyłam
na żywo poczułam złość. Przypomniał mi się jego sms. Tom ma
rację muszę zapomnieć.
Przyniosłam
mu kawę.
-Pracujesz
dla New York Times'a?- spytał bo zobaczył mojego laptopa jak
przygotowałam nowy artykuł.
-Tak.
Pracuję od pół roku ,ale powiedz co chcesz powiedzieć i się
więcej nie pokazuj.
-Nie
bądź taka.
-Czyli
jaka? Stanowcza? O to słowo ci chodzi? Powiem ci coś Maslow. I tak
jestem wyrozumiała ,że zgodziłam się z tobą porozmawiać ,bo z
tego co pamiętam to właśnie ty nie chciałeś mnie słuchać! -
powiedziałam ze złością i dzika furią. Przypomniało mi się
wszystko. Od tego ,co chciał zrobić David i to jak James mnie
potraktował.
-Minęło
już tyle lat.
-Oprócz
tego nazwałeś mnie puszczalską! Gdybyś znał prawdę! Gdybyś ją
znał!- krzyczałam i waliłam go po klatce piersiowej. On złapał
mnie za nadgarstki. Przytrzymał i spojrzał w oczy.
-Lena
znam całą prawdę.- powiedział spokojnie ,a ja byłam w szoku.
-Słucham?!-
krzyknęłam oszołomiona
-Wiem
,że ten sukinsyn zaczął cię dusić ,że chciał cię zgwałcić.
Wiem o wszystkim. Chcę cię przeprosić i to bardzo. Wiem też ,że
mnie kochasz.- skąd on mógł to wiedzieć? Tylko mój brat to wie.
O nie! Nie! Nie! Nie! Zabiję go kiedyś.
-Tom
ci to powiedział?
-Tak.
Wiem ,że mnie kochasz ,a ja ciebie. Daj mi drugą szansę- to prawda
nadal go kocham ,ale nie wierzę w ani jedno jego słowo.
-Puste
słowa James. To są nic nie znaczące słowa. Jakbyś mnie kochał
wysłuchałbyś mnie i założę się ,że przyszedłeś tylko bo Tom
powiedział ci całą prawdę aż za dużo. Wybaczę ci bo nadal cię
kocham ,ale nie chcę cię już widzieć na oczy. Nie wierzę w ani
jedno twoje słowo rozumiesz to? Przyszedłeś tu z litości i nie
wiem może się mylę ,ale przyszedłeś także z poczucia winy?
Wyrzutów sumienia? Nie kochasz mnie James. Widzę to. A teraz
żegnaj.
-Ale
Lena...
-Wynoś
się może kiedyś w dalekiej przyszłości porozmawiamy jak normalni
znajomi ,ale teraz nie chcę cię widzieć.- powiedziałam to z
trudem. Wyrzuciłam go z domu. W jego oczach zobaczyłam smutek ,żal
,ból ,ale również gniew i złość ,która była widoczna.
>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
Hejka
tą jednorazówkę podzieliłam na dwie części.
Szczerze?
Wydaję mi się trochę nudna ,ale w drugiej części akcja się
rozwinie
Podpowiem
wam ,że Lena będzie musiała dokonać trudnego wyboru pomiędzy
dwoma mężczyznami.
Liczę
na szczere komentarze ;)
poniedziałek, 28 lipca 2014
Chcę zobaczyć tą monetę...
Kendall
Schmidt. Człowiek z niebezpiecznym wyrazem twarzy z żyłką do
hazardu. Hazard to dzięki tej niebezpiecznej grze w ,której wygrasz
,albo przegrasz niezłą sumę. To właśnie ta gra połączyła
rodziców Kendalla. Jego mama Serena MacGregor była krupierką na
luksusowym jachcie. Kiedy odbywała swój ostatni rejs na pokład
wszedł Justin Schmidt. Spotkali się w kasynie. Serena wiedziała
,że jest profesjonalistą. Typowym hazardzistą ,który nigdy nie
przegrywa.
Kendall
czekał na piosenkarkę ,którą polecił mu jego przyjaciel James
Maslow. Schmidt miał swój luksusowy jacht ,który pływał pomiędzy
Saint Louis i Nowym Orleanem. Rejs w obie strony trwał 2 tygodnie.
Poszedł w ślady rodziców ,którzy mają udziały w hotelach w Las
Vegas ,Atlantic City i Reno.
Zaczął
powoli się niecierpliwić bo dziewczyna ,którą zamówił i z którą
miał podpisać kontrakt na 6 miesiące jeszcze jej nie ma. Jest już
14 ,a o 17 wypływają. Zniecierpliwiony sięgnął po telefon ,żeby
zadzwonić do jej menadżera.
-Ian.
Do cholery ,gdzie jest ta dziewczyna? Powinna być już pół godziny
temu!- zaczął zielonooki blondyn
-Nie
denerwuj się tak Schmidt. To wspaniała dziewczyna ,więc warto na
nią czekać- odparł Ian spokojnym głosem
-Jak
mam się nie denerwować jak jej jeszcze nie ma? Oby była taka dobra
jak mi pokazałeś jej nagranie. Bo jak nie to zrobię wszystko ,żeby
cie pogrążyć!- krzyknął Kendall po czym się rozłączył.
Kurwa
ile można czekać- pomyślał. Zauważył po chwili dziewczynę.
Nastolatkę można pomyśleć. Szła brzegiem wody. Miała na sobie
wytarte szorty, T-shirt ,trampki czarne,czapkę z daszkiem oraz
okulary przeciwsłoneczne. Zobaczył ,że wchodzi na statek.
„Niebiańską księżniczkę” tak słynny Kendall Schmidt nazywał
swój ukochany jacht.
-Nie
tak prędko mała- chwycił ją za ramię- Na pokład przyjmujemy
gości dopiero o 17 ,więc zapraszam cię o 17 wraz z rodzicami ,bo
niepełnoletnim nie można płynąć bez opieki- dziewczyna zdjęła
swoją czapkę z daszkiem i okulary oraz rozpuściła włosy. Oczom
blondyna ukazały się płomienne rude loki oraz kocie oczy. Bardzo
piękne błękitne oczy. Była taka piękna ,ale miała coś w sobie.
Żaden mężczyzna przy zdrowych zmysłach nie mógł przejść koło
niej obojętnie.
-Serio?
Serio Schmidt?
-Kim
jesteś?
-Cat
Farrel. Twoja gwiazda durniu. I z tego ,co pamiętam dawno skończyłam
18 lat- powiedziała po czym podała mu dowód osobisty. Wyczytał z
niego ,że ma 24 lata ,czyli 3 lata młodsza od niego.
-Spóźniłaś
się. Miałaś być dużo wcześniej.
-Spóźniłam
się z tego powodu ,że Ian wysłał mnie ,żebym zagrała u jego
znajomych. Mówiłam mu ,że się nie wyrobię z czasem ,ale się
uparł.
-Dobra.
Wchodź oprowadzę cię- powiedział i wziął jej torbę i walizkę
w której miała bagaż na 6 miesiące. Boże ,ale ona pociągająca-
pomyślał.
Weszli
do sali ,gdzie będzie występowała Cat. Jasne pomieszczenie ,a do
tego wielka scena. Potem zajrzeli do kasyna. Jaki on ma cudny tyłek-
pomyślała. Boże ,co z tego ,że twój szef ma fajny tyłek? Widzę
,że na starość mi odwala- pomyślała w duchu.
Kasyno
liczyło 6 stołów do hazardu. Pomieszczenie miało lekko brązowy
kolor ,a w drugim końcu znajdował się bar. Obeszli cały jacht. Na
końcu weszli do kajuty Cat. Choć jej pokój (kajuta) był mały
cieszyła się ,że taki miała. Zaznała biedy w dzieciństwie i
cieszyła się tak bardzo się cieszyła ,że ma tu pracę. Doskonale
pamięta jak bywała w obskurnych hotelach ,bo jej menadżer nie
chciał zapłacić za pokój z lepszymi warunkami.
-Wszystko
już ci pokazałem. Chcesz coś może?- spytał blondyn
-Tak.
Jestem głodna.
-To
chodź ze mną do kuchni. Zjesz obiad.
Wieczór (występ Cat)
Tyle
ludzi będzie ją oglądać na scenie. Dobra Cat wdech wydech wdech
wydech powtarzała sobie w myślach za kulisami.
-Liczę
Farrel ,że publiczność cię pokocha- powiedział Kendall wchodząc
za kulisy.
-Nie
martw się Schmidt. A teraz już idę.
-Powodzenia!
-Nie
dziękuję!
Ta
dziewczyna w niczym nie przypomina tej dziewczyny w zwykłej bluzce z
szortami. Teraz miała na sobie miała na sobie fioletową sukienkę
do kolan i do tego czarne szpilki. Rozpuszczone włosy i lekki
makijaż. Wygląda idealnie-pomyślał. Zaczęła śpiewać Here's 2
us. Piękny melancholijny głos. Odpoczynek dla uszu. Widać było
,że na scenie czuje się jak ryba w wodzie. Skończyła śpiewać i
zaczęła kolejną tym razem Gold potem Make it Shine. Skończyła
publiczność wstała i biła brawa przez dobre 15 minut. James miał
racje mówiąc ,że jest świetna. Jest niesamowita. Warta każdej
sumy ,której jej płacę- pomyślał Schmidt.
30 minut
później
Cat
była już w swojej kajucie ,gdy rozległo się pukanie do drzwi.
-Proszę!-krzyknęła.
W drzwiach stał Kendall. Co on chciał? Przecież jest już północ.
-Byłaś
wspaniała-powiedział na wstępie.
-Dziękuję
,ale jak jesteś to pomóż mi rozpiąć sukienkę ,bo chyba suwak mi
się zaciął- powiedziała. Po co mu to powiedziałam? Robię się
coraz głupsza-skarciła się w duchu.
Poczuła
ciepły dotyk na swoich plecach. Jakie on ma silne dłonie. Tylko ,że
te dłonie teraz zsuwają ramiączko od jej sukienki.
-Dzięki
,ale teraz już dam radę. I zostaw moje ramiączka od sukienki-
powiedziała oskarżycielskim tonem.
-Masz
śliczne plecy Farrel- powiedział z zadziornym uśmieszkiem
-A
ty buźkę Schmidt- powiedziała. Po chwili Kendall wyszedł ,a ona
zmęczona poszła spać.
Kendall
podchodził do miłości z dystansem. Nie wiedział co to jest miłość
za to bardzo cenił sobie prawdziwy gorący romans. Bez żadnych
zobowiązań było mu najlepiej. Za to Cat wierzyła w prawdziwą
miłość ,która kiedyś nadejdzie.
Tydzień
później byli już w Nowym Orleanie. Co to był za tydzień. Kendall
trochę zbliżył się do niej. Co najlepsze codziennie dostawało od
niego jakiś prezent. Z początku podobało jej się to ,ale z czasem
zaczęło ją to irytować. Co on chciał przez to osiągnąć?
Chcesz mnie przelecieć? Zadawała sobie różne pytania.
Był
ranek ,a dokładniej 9 rano. Zazwyczaj Cat spała do południa tylko
że tym razem chciała jak najszybciej wstać i iść pozwiedzać
miasto. No i oczywiście chciała uniknąć Kendalla. Zaczynał jej
działać na nerwach. Ubrała się w krótkie spodenki i bluzkę z
krótkim rękawkiem. Wykonała poranne czynności po czym wyszła z
kajuty ,a przed drzwiami zobaczyła Kendalla.
-O
widzę ,że już wstałaś. Zwykle śpisz do południa.
-Skoro
wiesz to czemu stoisz przed moimi drzwiami?
-Zamierzałem
cie obudzić ,bo idziemy zwiedzić Nowy Orlean. Widzę ,że już
jesteś ubrana. Byłaś kiedyś w tym mieście?
-Nie
,ale zamierzam dzisiaj troszkę pozwiedzać.
-W
takim razie chodźmy.
-Zaraz
,zaraz zamierzam iść ,ale sama.
-To
pójdziesz ze mną. Co powiesz ,żebyśmy zaczęli od śniadania w
Cafe du Monte?
-Doceniam
twoje starania Kendall ,ale ja naprawdę wolę iść sama-
powiedziała ,a Kendall nie zwracał na to uwagi. Po prostu wziął
ją za rękę i wyszli. Szli w ciszy. Nie odezwali się do siebie ani
słowem. Po jakiś 20 minutach doszli do restauracji. Usiedli przy
stoliku koło okna. Zamówili sobie śniadanie ,a w tym czasie
czekając na nie K3 zaczął rozmowę.
-Po
śniadaniu zabieram cię do dzielnicy francuskiej.
-Co
ty chcesz przez to osiągnąć Schmidt co? Powiedz mi co ci to da?
-O
czym ty mówisz?
-Mówię
,że od tygodnia dostaję jakieś prezenty od ciebie. To zaczyna
robić się wkurzające.
-Myślałem
,że lubisz dostawać prezenty. Przecież każdy lubi.
-Lubie
to prawda tylko ,że ty przesadzasz. Powiedz mi jedno Schmidt. Chcesz
mnie przelecieć?
-Skąd
ci to do głowy przyszło?
-Facet
nigdy nie robi czegoś bezinteresownie.
-Ja
robię. Lubie patrzeć jak sprawiam radość bliskim.
-Ja
się do bliskich nie zaliczam.
-Zaliczasz
się Cat- powiedział po czym dostali swoje zamówienia.
Po
wyjściu z restauracji Kendall zabrał ja do dzielnicy francuskiej.
Te wszystkie stare domy są piękne-pomyślała. Spędzili cały
dzień na chodzeniu po sklepach. Z początku Kendall wydawał się
jej arogancki ,ale zmieniła zdanie bo okazał się być bardzo
fajnym facetem.
5
miesięcy później
Minęło
już 5 miesięcy ,a pomiędzy Kendallem ,a Cat zaszły bardzo wielkie
zmiany. Są razem ,ale można powiedzieć ,że to wolny związek.
Choć Cat czuje do Kendalla coś więcej zresztą on zakochał się
po uszy w niej. Nie wierzył w miłość ,ale ta dziewczyna go
zmieniła i to bardzo. Pierwszy raz się zakochał na poważnie.
Mógłby w ogień za nią skoczyć. Tylko bał się to powiedzieć.
Za
to Cat myślała ,że Kendallowi chodzi tylko o seks. Nie mogła już
wytrzymać dlatego jak dopłyną do portu od razu rezygnuje z
dalszego przedłużania kontraktu.
Jest
5 nad ranem ,a ona już nie śpi tylko wspomina chwile spędzone z
nim.
Jak
zatrzymali się kolejny raz w Nowym Orleanie tym razem Kendall wziął
ją na piknik ,ale taki piknik ,że tylko truskawki w czekoladzie i
szampan. Kiedyś przysłał jej do pokoju kosz z truskawkami. Sama
już nie wie czy tak zachowuje się facet ,któremu zależy tylko na
jednym? Rozmyślała 3 godziny.
O
10 poszła do niego. Tak po prostu ,żeby zrezygnować.
-Cześć
szefie masz chwilę wolną?
-Dla
ciebie mam zawsze. Wejdź. Dobrze ,że przyszłaś bo mam tu nowy
kontrakt. Przekaże go twojemu menadżerowi ,żeby podpisał.
-Zwolniłam
go więc sama mogę podpisywać.
-Dobrze.
Uważałem ,że jest nieodpowiedni dla ciebie. Więc treść już
znasz wystarczy tylko ,że podpiszesz.
-Nie
będę niczego podpisywać. Bo rezygnuję.
-Słucham?-
Widać było ,że blondyn był w nie małym szoku.
-Właśnie
to. Przyszłam ci powiedzieć ,że rezygnuję.
-Mam
prawo do przedłużenia tej umowy. Jeśli nie podpiszesz złamiesz
ją.
-Miałam
nadzieję ,że nie będziesz robił żadnych problemów.
-Nadzieja
jest matką głupich. Pamiętaj o tym kotku- wiedział ,że kłamała
,że chce nadal tu być dlatego złapał ją za nadgarstek.
-Dlaczego
drżysz kotku?
-Ja?
Nic podobnego.
-Nie
kłam. Przecież czuję.
-Puść
mnie to boli.
-Nie
kłam. Ledwo cię dotykam ,ale ty za to robisz wszystko ,żeby
sprawić mi ból. Dlaczego?
-Daj
spokój Kendall. Pozwól mi odejść- mówiła ,a jej głos powoli
zaczynał się łamać.
-Powiedz
mi prawdę. Dlaczego chcesz odejść?
-Dobrze.
Chcesz prawdy to będziesz ją miał! Taki głupi jesteś ,że nie
widzisz pewnej rzeczy? Nasz związek to tylko seks ,a ja mam już
tego dosyć! Kocham cię ,ale ty tego nie widzisz!
-Kocham
cię! Słyszysz? Kocham cię więc wyjdziesz za mnie za mąż.
-Co
takiego?!
-Masz
wszystko czego pragnę w kobiecie. Jesteś mądra ,zabawna
,utalentowana ,śliczna. Przed tobą odkryłem swoje karty. Nie
wiedziałem co to jest miłość. Ale kiedy zjawiłaś się ty to
stałem się innym człowiekiem więc wyjdziesz za mnie.
-Oszalałeś
Schmidt! Jesteś nienormalny!
-Zrobimy
inaczej. Rzucimy monetą. Jeśli wypadnie resztka zostaniesz moją
żoną ,jeśli orzeł idź do diabła. Zgadzasz się?
-Nie!
- powiedziała Cat. Kendall rzucił monetą.
-Resztka
wygrałem! Wolisz wesele z wielką pompa czy kameralnie w gronie
najbliższych?
-Jesteś
chory! Normalni ludzie nie decydują o swoim życiu monetą!
-Moi
rodzice tak zrobili ,a my to powtórzyliśmy. A teraz Cat powiedz co
o mnie pomyślałaś ,gdy zobaczyłaś mnie pierwszy raz.
-Pomyślałam
,że jesteś mega pociągający ,co niebezpieczny.
-Ja
to samo pomyślałem o tobie.
-Teraz
ty mi powiedz czy to są twoje żarty o tym ślubie?
-Cat.
Kocham cię i nigdy nie opuszczę.
-A
ja myślałam ,że liczy się dla ciebie tylko seks.
-Chciałem
wcześniej powiedzieć ,że cię bardzo kocham ,ale nie miałem
odwagi.- powiedział ,a potem złączyli się w pocałunku.
-Ja
też cię kocham Kendall.
-Ale
chcę zobaczyć tą monetę.
-Po
moim trupie!- powiedział po czym czym się namiętnie pocałowali.
>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
Hejka.
Mam nadzieję ,że wam się spodoba. Liczę na komentarze ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
