sobota, 11 kwietnia 2015

Ogłoszenie

Planowałam napisać jednorazówkę na dzisiaj ,ale mam tyle nauki ,że nie dam rady.
Tak ,więc kolejne opowiadanie pojawi się dopiero pod koniec kwietnia ze względu na to ,że niedługo mam
egzamin gimnazjalny i muszę się uczyć. Mogę powiedzieć tylko ,że kolejne opowiadanie będzie
miało tytuł "Nienawiść i miłość". Tak więc do kolejnej jednorazówki ;)

niedziela, 5 kwietnia 2015

Ostatni tydzień wakacji...

Ostatni tydzień wakacji ,a Tara już przeżywała pójście do nowej szkoły. Prawdę powiedziawszy to tak przeżywała ,że ktoś inny myślał ''Jakim cudem ona jeszcze nie zwariowała?''. Tara była bardzo ładną 16-letnią dziewczyną o brązowych włosach i czekoladowych oczach. Mimo swojej urody była bardzo nie śmiała i to był jej problem poza tym myślała ,że każdy się z niej śmieje i obgaduje ją na każdym kroku. Była piękna i zgrabna. Dziewczyny zazdrościły jej urody. Pierwsza liceum- przecież każdy się denerwuje pierwszym dniem ,ale nie tak jak ona.
Postanowiła pójść na spacer do parku blisko swojego domu. Wzięła telefon i słuchawki i wsłuchując się w melodię ruszyła do parku. Po chwili poczuła zderzenie z czymś twardym ,a raczej kimś jak się okazało tym kimś był chłopak. Bardzo przystojny chłopak. Latynos o pięknych brązowych oczach i bardzo twardych mięśniach. Tara już się o tym przekonała. Poczuła zażenowanie tą sytuacją. Chłopak musiał to zauważyć ,bo natychmiast wstał i podając rękę dziewczynie stali już twarzą w twarz.
-Przepraszam cię bardzo- powiedział Latynos
-Nie to ja przepraszam- powiedziała
-Jestem Carlos.
-Tara- powiedziała patrząc na niego jak głupia.
-Ładne imię. Może przejdziesz się ze mną na spacer? - zaproponował
-Nie dziękuję. Ja...ja już muszę iść- wymamrotała i ominęła go szerokim łukiem.
-Mam nadzieję ,że jeszcze na siebie wpadniemy ,Tara!- krzyknął za nią. Była już w oddali ,ale usłyszała jego słowa.
-Mam nadzieję ,że nie- mruknęła pod nosem i zamiast pójść do parku poszła do swojej przyjaciółki ,która też miała iść z nią do nowej szkoły.

-Mówię Ci ,że musisz wyluzować ,bo inaczej oszalejesz.- powiedziała Kate.
-Nie mogę. Boję się iść. Boję się ,że każdy będzie się śmiał ze mnie.
-Jako twoja najlepsza przyjaciółka mówię poważnie. Nie masz się czego bać. Jesteś piękna i wysoka. Każdy chłopak się na ciebie patrzy ,a dziewczyny zazdroszczą ci urody ,a co najważniejsze ja też idę z tobą do tej samej klasy tak?
-No tak- powiedziała Tara bez entuzjazmu.
-A teraz opowiedz mi o tym przystojniaku na ,którego wpadłaś.
-Wiem tyle ,że ma na imię Carlos. Wygląda na Latynosa.
-Może jeszcze kiedyś na siebie wpadniecie?
-Wątpię poza tym nie chcę.- powiedziała Tara. Dziewczyny rozmawiały dobre 2 godziny po czym się pożegnały i Tara poszła do domu.
Następnego dnia Tara wraz z Kate wybrały się na zakupy do galerii handlowej. Zeszło im to mniej więcej 4 godziny. Tara odprowadziła przyjaciółkę ,a sama wróciła do siebie obładowana mnóstwem zakupów. Szła myśląc jak wykorzystać ostatni tydzień wolności. Nagle poczuła na sobie jakiś płyn. Podniosła głowę i ujrzała Carlosa ,a w ręce miał sok pomarańczowy ,a raczej pusty kartonik. Spojrzała na niego z rządzą mordu.
-Naprawdę cię przepraszam. To był przypadek.- mówił zakłopotany Latynos
-Co za koszmar- powiedziała Tara- Jak nie widzisz jak chodzisz to kup sobie okulary na pewno przydadzą się tobie.- powiedziała i przeszła koło niego ,ale on szybko złapał ją za rękę.
-Poczekaj. Odkupię ci chociaż bluzkę. Jak widać nie będzie łatwo zmyć plam.
-Nie dzięki. A teraz z łaski swojej puść moją rękę- powiedziała ,a Los ją puścił.
-To może dasz się zaprosić na kawę?
-Nie.
-Sok?
-Nie.
-Lody?
-Nie.
-Jogurt mrożony?
-Nie.
-To gdzie chcesz iść?
-Nigdzie. Nic nie chcę.
-Dlaczego?
-Bo nie.
-To żadna odpowiedź.
-To już twój problem.
-Pamiętasz jak mówiłem ,że jeszcze się spotkamy?
-Coś obiło mi się o uszy. A teraz na razie ,ale nie mam ochoty na niczyje towarzystwo.
-Może później gdzieś wyskoczymy?
-Czy ty rozumiesz, że „nie” naprawdę może znaczyć „nie”?
Nie od razu odpowiedział ,jakby musiał się głęboko przemyśleć pytanie.
-Nie sądzę.
-I na tym polega twój problem- powiedziała Tara i szybko poszła w stronę swojego domu. Co za nieznośny kretyn- pomyślała.
Carlos nie zamierzał się poddać. Stwierdził ,że jest wyjątkowa. Inna dziewczyna od razu by się zgodziła ,a z Tarą było inaczej. Jego plan polegał na tym ,że najpierw dowie się gdzie mieszka ta śliczna dziewczyna ,a potem coś wymyśli. Szedł 20 minut aż weszła do domu. Więc mieszka w Charles Street. No proszę 2 przecznice dalej niż on.

Była 16 ,a Tara usłyszała dzwonek do drzwi. Poszła je otworzyć. Zobaczyła Carlosa ubranego w białą koszulę ,która była rozpięta pod szyją oraz ciemne jeansy. W ręce trzymał bukiet z żółtymi i białymi tulipanami. Chciała zatrzasnąć mu drzwi przed nosem ,ale przytrzymał je butem.
-Skąd wiesz gdzie mieszkam?- spytała
-Nieważne. Ważne jest to ,że chciałbym zaprosić cię na kolację. A to dla ciebie- powiedział wręczając jej bukiet.
-Nie dzięki. Nie zamierzam się ruszać z domu.
-Zrobimy tak. Rzucimy monetą. Orzeł idziemy na kolację. Resztka daję ci spokój.
-Niech zgadnę twoja moneta ma 2 orły- raczej stwierdziła niż zapytała
-Nigdy nie oszukuje sama zobacz.- pokazał jej monetę. Rzucił i wypadł orzeł- Idziemy na kolację.
-No dobrze. Chodź do salonu ja się tylko przebiorę- powiedziała ,a on wszedł do salonu. Jej rodziców nie było akurat w domu bo pojechali na zakupy.
-Nidy się nie zakładaj- mruknęła pod nosem i weszła do swojego pokoju.
Wybrała brzoskwiniową sukienkę do kolan i czarne sandałki na lekkim obcasie. Włosy rozpuszczone i lekki makijaż. Oraz jej ulubione perfumy „Pola Elizejskie”

W restauracji Carlos nie mógł oderwać od niej oczu. Jaka ona ładna- pomyślał. Czekając na swoje dania Los przerwał krępującą ciszę.
-Opowiesz mi coś o sobie?- spytał
-A co chcesz wiedzieć?
-Wszystko.
-No dobrze. Mam na imię Tara to chyba już wiesz. Mam 16 lat. Za tydzień idę do pierwszej liceum. Nie lubię nachalnych kolesi ,czyli ciebie- powiedziała prosto z mostu ,a Carlos tylko się uśmiechnął.
-Nie musisz być okrutna. Teraz ja ci powiem coś o sobie. Mam 18 lat, idę do trzeciej liceum i wiem jedno. Chcesz wiedzieć?
-Nie.
-I tak ci powiem. Podobasz mi się.
-Przestań.
-Mam przestać ,ale z czym?- powiedział udając głupka
-Z tym.- odpowiedziała i skończyła ponieważ kelner przyszedł.
Po kolacji Carlos odprowadził Tarę do domu. Szli w ciszy jakby każde bało się odezwać pierwsze.
-Dzięki za dzisiejszy wieczór. Było nawet miło ,a teraz dobranoc- powiedziała ,gdy doszli do domu. Już miała otwierać furtkę ,gdy Carlos złapał ją za rękę i obrócił ją ku sobie. Ręce położył na jej tali. Najpierw spojrzał w oczy ,a potem wpił się namiętnie w usta Tary ,która została oblana rumieńcami na twarzy. Gdy się oderwali od siebie Los powiedział:
-Tak, było bardzo miło. Nie uważasz?- spytał ,a widząc zakłopotanie na twarzy dziewczyny uśmiechną się szeroko. Nadal ją trzymał w tali choć ona próbowała się wyrwać on nadal ją trzymał i nie zamierzał puścić.- Powiedz mi Taro ,która część tego wieczoru podobała ci się najbardziej? Sama kolacja ,czy raczej to co miało miejsce sekundę temu?- spytał lecz Tara nie zamierzała nic mówić, Jakby język jej ucięli- Powiedz mi- szepnął jej do ucha. Tara w końcu się uwolniła z jego ramion.
-To...to było wstrętne!- wykrzyczała i uciekła do domu zostawiając Carlosa osłupiałego jej wyznaniem. Stał tam jeszcze dobre 10 minut po czym poszedł do domu. Poczuł jak narasta w nim gniew. Wstrętne powiada. Wstrętne? No to się jeszcze okaże- powtarzał sobie w myślach. Jedno jest pewne nie podda się tak łatwo. W ogóle się nie podda.

Przecież wcale tak nie myślała. To był najwspanialszy pocałunek na świecie ,ale w końcu musiała coś powiedzieć ,żeby się od niej odczepił. A kolacja w jego towarzystwie była naprawdę miła. Jedno jest pewne ,a przynajmniej tak jej się wydaje. Zraniła jego męską dumę ,a Los przestanie ją irytować bo nie będą się już widywać.

Nazajutrz o 17.00 poszedł do Tary. Jaki jestem głupi. Przecież nie mam jej numeru- pomyślał. Zapukał ,a drzwi otworzyła mu kobieta w średnim wieku nie tak wysoka jak Tara ,ale po oczach poznał ,że to jej mama.
-Dzień dobry. Czy zastałem może Tarę?
-Dzień dobry. Tak ,tak Tara jest u siebie w pokoju. Wejdź proszę.- wpuściła go i obdarzyła szczerym pogodnym uśmiechem.
-Gdzie moje maniery. Jestem Carlos. Carlos Pena.
-Wiem ,wiem Tara mi o tobie opowiadała.
-Mam nadzieje ,że w samych superlatywach- odpowiedział na co Diana matka Tary tylko się roześmiała. Wskazała Losowi pokój Tary.

Usłyszawszy pukanie Tara skończyła czytać książkę i powiedziała głośno „Proszę!”. Co ujrzała ,a raczej kogo ogarnął ją gniew.
-Co ty tu robisz?- spytała nie kryjąc niechęci do niego
-Przyszedłem do ciebie. Nie widać?- spytał ,a w głębi duszy chciał ją zdenerwować.
-To widzę ,ale czemu? Nie przypominam sobie ,żebym cię zapraszała.
-Zrobiłem ci niespodziankę. Nie cieszysz się?
-Nie. Boże jaki ty jesteś irytujący!
-W takim razie powiedz co o mnie myślisz jak taki jestem?
-Powiem ci co myślę. Otóż myślę ,że jesteś wstrętnym natrętem!
-Ale ten wstrętny natręt Ci się podoba. Nie zaprzeczaj i nie kłam.- powiedział ,gdy zobaczył ,że zaczyna otwierać usta ,żeby coś powiedzieć.- Mam już dość czekania i tych twoich gierek. Przestań w końcu udawać.- powiedział i popatrzył na nią. Nie mogła już wytrzymać. Powie mu ,że to był cudowny pocałunek i w końcu normalnie z nim porozmawia.
-Dobrze.- powiedziała spokojnie
-Ale co dobrze?- spytał trochę zbity z tropu.
-Porozmawiam z tobą normalnie.- usiadła z nim na łóżku i popatrzyła w oczy. -Ten pocałunek był wspaniały.
-Opowiedz mi coś o sobie ,ale nie tak jak wtedy gdy wyszliśmy razem.
-Dlaczego chcesz ,żebym ci mówiła o sobie?
-Bo podobasz mi się i jesteś dla mnie zagadką. Nie potrafię cię rozgryźć Taro.- powiedział i owinął sobie palec wokół kosmyka jej włosów.
-Zachowywałam się tak w stosunku do ciebie ponieważ jestem jak to twierdzi moja przyjaciółka nieśmiała. Bałam się ,że zacznę gadać głupoty. Po prostu się boję.
-Czego?
-Wszystkiego. Jak patrzę na inne dziewczyny myślę sobie „Ale one ładne” tylko wiesz co? Szkoda ,że ja taka nie jestem. Myślę ,że ludzie myślą „Boże jaka ona brzydka”.- Carlos osłupiał w tym momencie. Ta piękna istota ma takie okropne myśli. Bez słowa wziął ją w ramiona i mocno tulił do siebie.
-Jesteś piękna. Jesteś śliczna. Nie wiem czemu tak mówisz o sobie.
-Jestem nieśmiała ,ale wiem jedno Carlos.
-Co takiego?
-Bardzo mi się podobasz i czuję ,że się w tobie zakochuje- powiedziała tak po prostu. Carlos wziął ją w ramiona i pocałował w usta po czym powiedział:
-Miło mi to słyszeć ,bo ja czuję to samo do ciebie ,a i mam jeszcze jedną dobrą wiadomość.- wyszeptał jej przy ustach
-Tak? Jaką??
-Taką ,że będziesz chodziła do tej samej szkoły co ja skarbie.
-Naprawdę?! Carlos to cudownie!- powiedziała i mocno się w niego wtuliła.
******************************
Przepraszam Was ,że tak długo nie pisałam ,ale nie miałam czasu ,ani pomysłu. Chciałabym Was też zaprosić na mojego drugiego bloga ,w którym piszę recenzje książek ,które czytam.
http://romnsezarlekina.blogspot.com/ oraz zapraszam do obserwowania i komentowania ,a
jeśli chodzi o moje jednorazówki to proszę Was bardzo komentujcie.  

poniedziałek, 29 września 2014

Blog zawieszony...

Hejka wszystkim ;) 
Wiem ,że dawno tu nie pisałam ,ale wena mi się skończyła. 
Teraz jestem w 3 gimnazjum ,będę miała egzaminy i muszę czas poświęcić na naukę. Tak ,więc blog zawieszam na czas nieokreślony
Mam nadzieję ,że za jakiś czas wena mi powróci. 
Życzę Wam udanych dni w szkole ;) 

piątek, 8 sierpnia 2014

Czas leczy rany part 2

Od wizyty Jamesa u mnie minęło już 8 miesięcy. Wybaczyłam mu ,bo go kocham ,ale nie potrafię zapomnieć o tym co się wydarzyło choć minęło już 6 lat. Od 3 miesięcy mieszkam w Nowym Orleanie. Przeprowadziłam się ,żeby James nie przychodził do mnie. Zapominam o nim powoli. Zaczęłam tak jakby nowe życie. Poznałam tam naprawdę miłego i sympatycznego faceta Justina. Justin jest idealny. Kulturalny ,przystojny ma takie piękne oczy niebieskie jak błękitne niebo. Cudne włosy o kolorze ciemnego blondu.
Poznałam go na urodzinach mojej koleżanki. Z początku się zaprzyjaźniliśmy ,a potem to przerodziło się w coś więcej. Codziennie się spotykamy i jest nam razem bardzo dobrze. Dziś wieczorem idziemy na kolację do jakiejś znanej restauracji. Jest dokładnie 16 to mam jeszcze 3 godziny ,bo przyjdzie po mnie o 19. Dawno nie rozmawiałam z moim bratem. Ciekawe co u niego. Zadzwoniłam do niego. Odebrał za 3 sygnałem.
-Obraziłeś się na mnie ,że nie dajesz znaku życia?- spytałam prosto z mostu.
-Fajne przywitanie siostrzyczko. Miałem ostatnio dużo pracy wybacz ,że nie dzwoniłem- powiedział
-Już zaczynałam się martwić.
-Nie masz o co. A co u ciebie?- zapytał bez entuzjazmu
-Wspaniale. Dzisiaj idę do restauracji z Justinem. Ponoć to coś dla mnie przygotował.- powiedziałam zadowolona.
-Lenka wiesz dobrze ,że cię kocham ,ale on jest jakiś dziwny.
-Przestań tak mówić dobrze? On nie jest dziwny. Jest troszkę nieśmiały.-powiedziałam. Nie wiem co Tom ma do Justina. Powtarza mi on do ciebie nie pasuje.
-Ja ci tylko mówię ,a teraz kończyć muszę bo ktoś do mnie przyszedł.
-Powiedz kto taki przyszedł.
-Znasz go ,ale chcesz zapomnieć. Pa.
-Pa- powiedziałam i się rozłączyłam. Przyszedł do niego James. Jak on znowu się wygada ,gdzie ja mieszkam to po prostu go uduszę.

Oczami Toma

-Hej stary. Chyba ci przeszkodziłem- spytał James jak się żegnałem z Leną
-Hej. Nie przeszkodziłeś. Po prostu ,a nie ważne. Co cię tu sprowadza?
-Wiesz co ,a raczej kto. Zawsze co do niej zdzwonię to nie ma takiego numeru. Wysyłam kwiaty ,to odsyłają mi z powrotem. Zmieniła adres czy jak?- spytał. Obiecałem Lenie ,ale nie dotrzymam słowa. Muszę poważnie z Jamesem pogadać.
-Zmieniła numer i adres ,ale mniejsza o to. Czy ty ją naprawdę kochasz?
-Tak. Oddałbym za nią życie jeśli byłoby trzeba. Proszę powiedz co się z nią dzieje.
-Spotyka się z jakimś Justinem Cameronem. Od 3 miesięcy. On jest jakiś dziwny jakby coś ukrywał. Moja siostra tego nie widzi ,a ja muszę się dowiedzieć o nim parę rzeczy. James. James wszystko okey?- zacząłem mu machać ręką przed twarzą ,bo bardzo zbladł. Zrobił się biały jak kreda.
-Nie... Nie jest w porządku. Boże ona jest w niebezpieczeństwie!- krzyknął i wstał jak oparzony.
-Co ,ale o czym ty mówisz? Uspokój się i powiedz o co chodzi.
-Justin Cameron to nie jest jego prawdziwe imię i nazwisko. Naprawdę nazywa się Ross Smith. Ma 29 lat i jest gangsterem. Prowadzi niebezpieczną grupą przestępczą. Musimy tam kurwa jechać!- krzyknął ,a ja osłupiałem.
-Skąd ty to wszystko wiesz?
-Mój kuzyn jest tajnym agentem i poszukuje go już od 2 lat. On nie jest taki słodki i niewinny za kogo się uważa. Kurwa to niebezpieczny przestępca. Wiele kobiet tak uwodzi ,a potem wywozi je ,żeby pracowały jako prostytutki.- mówił ,a mi robiło się słabo.- Wstawaj. Jedziemy do mojego kuzyna. FBI szuka go już bardzo długo- powiedział i pociągnął mnie i ruszyliśmy w dane miejsce.

Oczami Leny

Ubrałam się w czarną sukienkę do kolan i do tego czarne szpilki. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Poszłam je otworzyć ,a tam był Justin w smokingu. Taki przystojny ,że mniam.
-Hej moja księżniczko. Pięknie wyglądasz- powiedział wręczając mi bukiet czerwonych róż.
-Dziękuję za róże są piękne.
-Nie tak piękne jak ty- powiedział ,a ja mimowolnie się uśmiechnęłam- Chodź ,bo zamówiłem stolik na 19.30
-No to chodźmy.
Jechaliśmy w ciszy. Gdy dojechaliśmy na miejsce Justin otworzył mi drzwi i weszliśmy do środka.

Oczami Jamesa

Tak strasznie się o nią boję. Zabije go jeśli jej coś zrobi. Jak dowiedziałem ,że spotyka się z nim 3 miesiące to zdębiałem.
-Dobrze ,że przyjechaliście teraz. Musimy ustalić ,gdzie on jest. Tom gdzie mieszka twoja siostra?- mój kuzyn Branson zwrócił się do Toma
-Mieszka w Nowym Orleanie. Z tego co mi powiedziała to właśnie teraz jest z nim na kolacji. Musimy tam jechać!- krzyknął
-Za godzinę będzie gotowy samolot. Lot nam zajmie około dwóch godzin. W tym czasie powiem wam co macie robić.- powiedział Bran- Miejmy nadzieję ,że będą jak najdłużej w tej restauracji. Tom zadzwoń do niej. Musimy ją namierzyć. Rozmawiaj o czym chcesz tylko nic jej nie mów o Justinie ,bo plan legnie w gruzach. Przeciągaj rozmowę jak najdłużej. Kiedy dam ci sygnał rozłączysz się.- zwrócił się w stronę Toma ,który wybierał numer mojej kochanej Leny. Nie odebrała za pierwszym razem. Przestraszyłem się bardzo. Tom spróbował po raz drugi. Na szczęście odebrała. Wziął na głośno mówiący. Dlatego wszyscy słyszeliśmy rozmowę.
-Cześć siostrzyczko. Co porabiasz?- spytał Tom w jego w głosie można było wyczuć zdenerwowanie tą całą sytuacją.
-Hej braciszku. Jestem z Justinem w restauracji. Nie mogę teraz rozmawiać.- powiedziała Lena. Jak miło było słuchać jej głosu ,ale na myśl ,że ona jest z tym bandytą zalewa mnie furia i strach. Jak on coś jej zrobi? Branson pokazał Tomowi ,żeby podtrzymał rozmowę.
-Dobrze się bawisz?- spytał
-Tak. Bardzo fajnie. Ten hotel z restauracją jest wręcz cudowny.
-To fajnie ,a w jakiej dzielnicy?
-W French Quarter. Hotel nazywa się Le Pavillon. Dobra Tom ja muszę już kończyć. Pa.
No i się rozłączyła. Boję się o nią. Nadal mam wyrzuty sumienia ,że nie wysłuchałem jej parę lat temu. Jakbym jej wysłuchał bylibyśmy szczęśliwi. Teraz siedzielibyśmy przytuleni do siebie w domu oglądając jakiś film. Horror ,sensację ,kryminał lub komedię romantyczną.
-Dobra chodźcie. Idziemy do samolotu. Za niecałe 3 godziny będziemy na miejscu o ile zdążymy- powiedział Bran i poszliśmy do samolotu.

Oczami Leny

Wypiłam z Justinem szampana. Po chwili zrobiłam się strasznie senna. Widziałam rozmazaną twarz mojego towarzysza. Widziałam jak przez mgłę ,że się uśmiecha. Poczułam jak ktoś mnie wynosi na rękach i wsadza do samochodu. Zasnęłam na dobre i nie kontaktowałam już ze światem. Pogrążona w śnie przytuliłam się do oparcia.

Oczami Jamesa

Wszedłem do hotelu razem z Bransonem. Tom został na zewnątrz. Inni ludzie z naszej ekipy czekali na zewnątrz. Wkroczyliby wtedy kiedy Bran dałby im sygnał. Plan nie poszedł po naszej myśli bo Leny już nie było. Spóźniliśmy się. Mój kuzyn poszedł do dyrekcji hotelu. Pokazał im dokumenty i odtworzyli nam nagrania. Widzieliśmy na nich jak Lena poszła do łazienki ,a ten sukinsyn czegoś jej dosypał. Wypili szampana jak wróciła. Po chwili zasnęła. Wtedy ten debil ją wyniósł do samochodu. Mój Boże tak się o nią boję. Teraz poszliśmy do wielkiej furgonetki ,a tam inni zaczęli myśleć co teraz zrobić.

Oczami Leny

Obudziłam się w jakimś ciemnym pomieszczeniu. Wszędzie była głucha cisza. Co ja tu robię zadawałam sobie to pytanie. Pamiętam tylko ,że piłam szampana z Justinem ,a potem wszyscy się rozmazali.
-Cześć śpiąca królewno- powiedział Justin podchodząc do mnie bliżej.
-Co ja tu robię?- spytałam oszołomiona.
-Przywiozłem cię tu jak zasnęłaś.
-Źle się czuję- wymamrotałam
-To efekt narkotyków. Za godzinę poczujesz się lepiej. Nie bój się. Nie skrzywdzę cię przynajmniej nie teraz- powiedział śmiejąc się.
-Nie jesteś taki- powiedziałam przerażona
-Myliłaś się co do mnie kochanie- powiedział kpiącym głosem- jestem niebezpieczny ,a teraz leż spokojnie i się nie wyrywaj. Przyjdę za godzinę- powiedział i wyszedł. Tom miał rację ,że jest dziwny. Teraz się strasznie boję.
Usłyszałam wibracje mojego telefonu. Jaki on musi być tępy ,że nie zabrać mi telefonu. To był James. W dupie mam ,że nie chciałam z nim rozmawiać. Teraz po prostu muszę odebrać.
-Lena! Lena słyszysz mnie?
-James boję się.
-Justin nie jest tym kim myślisz. On jest przestępcą. Powiedz gdzie jesteś.
-Nie wiem gdzie jestem. Dał mi jakieś proszki. Tak bardzo się boję- powiedziałam po czym Justin wszedł i wyrwał mi telefon. Uderzył mnie w twarz. Poczułam jak krew spływa mi czole. Tak bardzo mnie bolało jak uderzył mnie po raz drugi i po raz trzeci. Przykuł mnie kajdankami do łóżka i uderzył kolejny raz ,a wtedy straciłam przytomność.

Obudziłam się. Tym razem w bardzo jasnym pomieszczeniu. Wszędzie paliło się światło ,a nade mną pochylał się Tom razem z Jamesem. Nic nie pamiętam.
-Spokojnie Lena. Jesteś w szpitalu- powiedział łagodnie Tom ,a James wyszedł z pokoju.
-Co się ze mną stało? Nic nie pamiętam.- zauważyłam jak James wszedł z kawą i podał ją Tomowi.
-James ci wszystko wytłumaczy. Ja muszę poszukać lekarza. Kocham cię.
-Ja ciebie też- powiedziałam ,a Tom pocałował mnie w czoło i wyszedł. Został tylko James i jakaś pielęgniarka za szklanymi drzwiami wypełniająca jakieś papiery.
-James powiedz mi co się stało. Pamiętam tylko ból i sen.- James usiadł na krześle obok łóżka. Dłonią nakrył moją dłoń.
-Pamiętasz jak poszłaś z Justinem na kolację?
-Tak. Pamiętam to. Pamiętam też jak mnie bił i wstrzykną coś w żyłę.
-Podał ci pigułkę gwałtu ,żeby cię otumanić- powiedział cichym szeptem.
-Czy on... czy on...
-Nie nie zrobił tego. Nie zdążył. Naprawdę nazywa się Ross Smith ma 29 lat i kieruje grupą przestępczą. Mój kuzyn jest agentem FBI i szuka go już 2 lata. Jak mi Tom powiedział z kim się spotykasz mało co zawalu nie dostałem.
-Czyli jakby Tom ci nie powiedział. Co by się ze mną stało- spytałam nadal w szoku.
-Nieważne. Złapali go i całą jego grupę. Teraz musisz odpoczywać- powiedział.
-Chcę wiedzieć- powiedziałam
-Wywiózłby cię za granicę- tylko tyle mi powiedział. Reszty się domyśliłam. Dzięki Jamesowi jestem bezpieczna.
-Dziękuję ci James.
-Za co?
-Za to ,że jak dowiedziałeś się to poszedłeś z tym do kuzyna. Za to ,że zareagowałeś tak szybko i nic mi się nie stało.
-Stało się przez niego masz bliznę na skroni. Gdybym wcześniej wiedział- powiedział łamiącym się głosem. Pierwszy raz po tylu latach przytuliłam go. James objął mnie i spojrzał w oczy. Widać było w nich nadzieję. Kocham go cały czas o nim myślę.
-Wybaczysz mi kiedyś?- spytał
-Już ci wybaczyłam 8 miesięcy temu ,ale wtedy chciałam o tobie zapomnieć. Ale te miesiące uświadomiły mi jak bardzo cię potrzebuję. Jak bardzo cię pragnę.
-Kocham Cię. Dasz mi szansę i spróbujemy od nowa?
-Tak i też Cię kocham.
-Ale ja bardziej i nie kłóć się ze mną- powiedział po czym pocałowaliśmy się pierwszy raz od ponad sześciu lat.

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Wiem ,wiem miała dokonać wyboru między dwoma mężczyznami ,ale
troszkę zmieniłam na akcję. Nie sądzę ,żeby była ciekawa ,ale nie miałam już pomysłu. Czekam na komentarze ;) 

 

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Ogłoszenie ;)

Hejka chciałam wam powiedzieć ,że kolejna część opowiadania "Czas leczy rany" będzie w piątek 8 sierpnia . Przepraszam ,że tak późno ,bo miała być we wtorek ,ale wyjeżdżam do babci ,a tam internetu nie ma. 
Jeszcze raz was przepraszam. 
Ola Maslow 


czwartek, 31 lipca 2014

Czas leczy rany part 1

Ponoć czas leczy rany ,ale moich chyba nie wyleczył. Każdego wieczoru myślę o nim. Myślę o moim najlepszym przyjacielu w ,którym się zakochałam. Choć minęło już tyle lat ja wciąż go kocham choć z przyjaźni powstała nienawiść. Po mimo tylu okropnych słów których od niego usłyszałam ja nadal go kocham. Trudno mi o nim zapomnieć ponieważ jest aktorem. Po naszej kłótni James pojechał na casting do Big Time Rush. Miał wtedy 19 lat ,a ja 15.

6 lat wcześniej

-Lena tak się cieszę ,że zgodziłaś się spotkać- powiedział David. David Botton człowiek ,który mnie irytuje i denerwuje. Znajdowałam się w parku ,gdzie często ludzie tu nie przesiadują o tej porze. Ale była wczesna godzina to tak się nie bałam.
-Zgodziłam się tylko po to ,żeby powiedzieć ci ,że jesteś wstrętnym natrętem.
-Kochanie dlaczego tak mówisz? Przecież wiesz dobrze ,że cię kocham ,a ty kochasz mnie- powiedział i patrzył na mnie tymi swoimi okropnymi i przerażającymi szarymi oczami. Bałam się jego wzroku. Cały mnie przerażał.
-Ja kocham Jamesa i tylko Jamesa- powiedziałam ,a on pokręcił głową z niedowierzaniem. Przeczesał blond włosy ręką.
-Kochasz mnie. Nie Jamesa.- powiedział i złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął do siebie. Jego usta wylądowały na moich. Chciałam się wyrwać ,ale trzymał mnie mocno. Ten pocałunek nie był czuły i delikatny lecz ostry ,natrętny i brutalny. Jestem z Jamesem 2 miesięcy. Co ja mu powiem? Niestety usłyszałam głośne chrząknięcie za swoimi plecami. Odwróciłam się i zobaczyłam Jamesa ociekającego furią.
-Jak mogłaś? Jak mogłaś mi to zrobić?!- krzyknął
-James to nie tak. David chciał ze mną porozmawiać.
-Właśnie widzę jak rozmawiacie. Nie chcę cię znać!- wykrzyknął mi prosto w twarz i pobiegł przed siebie. A ten wstrętny typ tylko się śmiał. W jego śmiechu było coś dziwnego i podejrzliwego.
-Lena ,Lena ,Lena powiem ci ,że dobrze się stało. Ale nie sądziłem ,że aż tak James się wścieknie. Jednak jeden sms czyni cuda.- powiedział po czym spojrzałam na niego.
-Czyli to ty napisałeś do Jamesa i specjalnie mnie pocałowałeś ,żeby wkurzyć Jamesa tak? Za to co ci zrobił ,a raczej nie tobie tylko twojemu bratu psychopacie!- wykrzyczałam mu to. Wcale mnie nie kochał tylko liczył ,że James mnie rzuci i się załamie. Nagle David uderzył mnie w twarz.
-Zamknij się głupia suko!
-Prawda zabolała? Twój brat był pijany rzucił się na Jamesa z nożem.
-Zamknij się kurwo!- jeszcze raz mnie uderzył i chwycił za moją szyję ,a ja ledwie łapałam powietrze. Na szczęście brat uczył mnie samoobrony więc kopnęłam go z całej siły w krocze ,a on syknął z bólu zataczając się na ziemię.
Najszybciej jak mogłam uciekłam do domu.
Przez następne 3 tygodnie próbowałam się kontaktować z Jamesem ,ale nie odbierał telefonów. Po 3 tygodniach poszłam do niego. Jego mama powiedziała ,że wyjechał. Chciała się dowiedzieć co się stało. Więc James jej nie powiedział co się stało. Powiedziała ,że pojechał na casting do jakiegoś serialu do Los Angeles. Od tego czasu nie mam z nim kontaktu. Jedynie mój brat Tom ma. Byli dobrymi kumplami. Po mimo mojej kłótni z nim nadal się przyjaźnili.

Oczami Toma (teraźniejszość)

-Lena nie możesz tak o nim myśleć. Minęło już 6 lat. Przestań już- powiedziałem. Serce mi pękało gdy widziałem moja młodszą siostrzyczkę przygnębiona.
-Wiem Tom. Wiem ,że minęło już 6 lat ,ale ja go nadal kocham.
-Tylko pomyśl on mieszka w L.A. ,a ty w Nowym Jorku. Dzieli was tyle kilometrów. Zapomnij wreszcie.
-A ty pomyśl ,że nie łatwo zapomnieć człowieka ,który jest znany. Ba sławny!
-Daję ci tylko dobrą radę. Zapomnij ,a teraz twój starszy o 4 lata brat idzie stąd bo ma parę spraw do załatwienia.
-Coś mój brat na krótko wpadł do swojej siostry.
-Później przyjdę. Trzymaj się.
Mam taki mały plan. Nie mogę patrzeć jak ona cierpi ,a cierpi już 6 lat. James jest moim przyjacielem ,ale to w jaki sposób się wobec niej zachował to jest przegięcie.
Korzystając z tego ,że teraz jest on w Nowym Jorku postanowiłem z nim pogadać. Czekał już na mnie w barze.
-Cześć stary- powiedział
-Hej. Musimy pogadać, a raczej wyjaśnić pewne rzeczy.
-Ej bo zaczynam się bać. Mówisz takim tonem jakbyś chciał mnie zabić.
-Bo tak jest. Szczerze? Mam ochotę cię zamordować. Chodzi o moją siostrę.
-Nie chcę nic o niej słyszeć. Wiesz dobrze ,że zawsze ją kochałem i nadal kocham ,ale po tym co mi zrobiła nie chcę jej znać.
-Posłuchaj mnie debilu. Nie znasz prawdy. A prawda jest dość trudna.
-No dobrze. Powiedz co chcesz powiedzieć.
-David specjalnie wysłał ci tę wiadomość. Chciał się zemścić za tą sprawę z jego bratem. Lena tam przyszła. On mówił ,że ją kocha- powiedziałem ,a James się wściekał na sama tą myśl.- Złapał ją za nadgarstek i ją pocałował. Mówiła ,że bardzo brutalnie aż ją zabolało. Potem pojawiłeś się ty. Jak odszedłeś to przyznał się jej ,że zrobił to po ty byś się załamał. Lena powiedziała o jego bracie ,a on ją uderzył w twarz. Potem znowu ją uderzył. Chwycił ją za szyję i zaczął ją dusić. James on chciał ją zgwałcić.
-Ja...ja nie wiedziałem- mówił ze skruchą w głosie
-Jak mogłeś wiedzieć skoro nie chciałeś jej słuchać.
-Dlaczego wcześniej mi tego nie powiedziałeś?
-A co ci miałem mówić? Lena prosiła mnie ,żebym ci nie mówił. Sama chciała ci o tym powiedzieć ,ale jej nie słuchałeś. Ona cię nadal kocha ,a ja już nie mogę patrzeć jak cierpi. A cierpi już 6 lat. Jak dowiedziała się ,że wyjechałeś ,postanowiła zmienić coś. Nie mogła mieszkać dłużej w Bostonie. W tym mieście było wiele wspomnień dlatego się przeprowadziła ,bo za bardzo to przypominało ciebie. Nie mówiłem ci gdzie aktualnie mieszka ,bo chciałem ,żeby o tobie zapomniała. Zapomniała o tym wszystkim. Gdybyśmy się nie przyjaźnili bym ci przywalił za to jak ją potraktowałeś.
-Nie dziwię się tobie. Nie wiem co mam myśleć.
-Nic nie myśl i zapomnij o niej. Tak jak ona zapomni o tobie.
-Ale ja ją nadal kocham. Byłem głupi. Jak ja mogłem ją tak potraktować.
-Najgorsze jest to ,że Lena chce o tobie zapomnieć ,ale nie może.
-Dlaczego?
-Jaki ty głupi jesteś. Nie może bo jesteś sławny. Widzi cię w telewizji. Wszędzie cie widzi. Ale jest gorszy powód. Ona cię kocha.
-Boże jaki ja byłem głupi. Gdzie ona teraz mieszka?
-W Nowym Jorku.
-Podaj mi jej adres.
-To nie jest najlepszy pomysł. Minęło już tyle lat. Daj sobie spokój.
-Nie mogę. Nie po tym czego się dowiedziałem. Ja muszę z nią porozmawiać.
-Powiedziałem ci to tylko dlatego ,żebyś znał prawdę ,a teraz wybacz ,ale muszę już iść- powiedziałem bo praca czekała.
-Proszę daj mi ten adres ,bo jak nie to przeszukam cały Nowy Jork.
-Dobra masz jej adres ,a ja muszę już lecieć- podałem mu adres na kartce- Ale nie mąć jej w głowie- powiedziałem i odszedłem.

Oczami Jamesa
Jaki ja byłem głupi. Jak mogłem ja tak potraktować. Mogłem chociaż jej wysłuchać. A ja jak idiota napisałem jej wtedy sms-a ''To koniec. Nie wiedziałem ,że jesteś puszczalska''. Mój Boże jaki ja byłem głupi ,a ten debil chciał ją wtedy zgwałcić ,gdybym tam został. Boże ,ale co się stanie to się nie odstanie.
Poszedłem do kwiaciarni i kupiłem jedną różę. Jedną różę ,bo ponoć to bardziej romantyczne niż cały bukiet. Pojechałem pod wskazany adres. Ciekawy jestem czym ona się teraz zajmuje. Z tego co wiem to poszła na dwuletnie studia ,ale co teraz robi tego nie wiem. Zaparkowałem i wszedłem do wielkiego wieżowca i pojechałem na samą górę ,czyli na 20 piętro. Po chwili winda się zatrzymała. Bądź dobrej myśli Maslow powtarzałem sobie co chwila. Zapukałem. Otworzyła bardzo szybko. Jej mina na mój widok bezcenna. Ale muszę przyznać ,że z nastolatki zmieniła się w piękną kobietę. Wyraz twarzy jej się zmienił taki bardziej dorosły. Włosy miała do ramion, czyli obcięła bo miała do pasa. Oczy miała jak zawsze piękne. Te brązowe ogniki ,które potrafiły zahipnotyzować każdego. Nabrała kobiecych kształtów. Wyglądała teraz jak bogini. Jak królowa.

Oczami Leny

Gdy otworzyłam drzwi nie wierzyłam własnym oczom. Przede mną stał mój James. Mój kochany James. Jak on się zmienił. Nie miał już grzywki ,którą tak kochał. Stał się bardziej umięśniony.
-Cześć Lena- powiedział z uśmiechem. O nie. Nie dam się zbić z tropu. Choć nadal go kocham ,ale on nie może się domyśleć. Wie o tym tylko Tom i tak ma zostać.
-Cześć- odparłam obojętnie. Muszę taka być chłodna i obojętna bo jeśli nie to się rozpłaczę ,a nie chcę przy nim- Zgubiłeś się? Może szukasz Toma? Niestety tu go nie ma ,a teraz wybacz ,ale jestem zajęta- powiedziałam chłodno już zamykałam drzwi ,gdy nagle przytrzymał je nogą ,że nie mogłam ich domknąć do końca.
-Nie szukam Toma i się nie zgubiłem. Chcę tylko porozmawiać. A proszę to dla ciebie- powiedział wręczając mi różę czerwoną. Pamiętał jakie lubię.
-Mam uczulenie na kwiaty- skłamałam.
-Wiem dobrze ,że nie masz. Porozmawiaj ze mną.
-Ja chciałam porozmawiać 6 lat temu ,ale ty nie chciałeś- powiedziałam ,ale on z całą siłą otworzył drzwi i wszedł do środka mojego mieszkania.
-Nie ruszę się dopóki nie porozmawiamy.
-Uparty jak zawsze. No dobrze porozmawiamy ,a później znikniesz i nigdy się już nie spotkamy- powiedziałam.-Chcesz może coś do picia?
-Poproszę kawę małą czarną- powiedział i usiadł w salonie na kanapie. Ja poszłam zrobić kawę. Przecież tak chciałam żeby się zjawił. Tak bardzo chciałam znów na niego spojrzeć ,ale jak go zobaczyłam na żywo poczułam złość. Przypomniał mi się jego sms. Tom ma rację muszę zapomnieć.
Przyniosłam mu kawę.
-Pracujesz dla New York Times'a?- spytał bo zobaczył mojego laptopa jak przygotowałam nowy artykuł.
-Tak. Pracuję od pół roku ,ale powiedz co chcesz powiedzieć i się więcej nie pokazuj.
-Nie bądź taka.
-Czyli jaka? Stanowcza? O to słowo ci chodzi? Powiem ci coś Maslow. I tak jestem wyrozumiała ,że zgodziłam się z tobą porozmawiać ,bo z tego co pamiętam to właśnie ty nie chciałeś mnie słuchać! - powiedziałam ze złością i dzika furią. Przypomniało mi się wszystko. Od tego ,co chciał zrobić David i to jak James mnie potraktował.
-Minęło już tyle lat.
-Oprócz tego nazwałeś mnie puszczalską! Gdybyś znał prawdę! Gdybyś ją znał!- krzyczałam i waliłam go po klatce piersiowej. On złapał mnie za nadgarstki. Przytrzymał i spojrzał w oczy.
-Lena znam całą prawdę.- powiedział spokojnie ,a ja byłam w szoku.
-Słucham?!- krzyknęłam oszołomiona
-Wiem ,że ten sukinsyn zaczął cię dusić ,że chciał cię zgwałcić. Wiem o wszystkim. Chcę cię przeprosić i to bardzo. Wiem też ,że mnie kochasz.- skąd on mógł to wiedzieć? Tylko mój brat to wie. O nie! Nie! Nie! Nie! Zabiję go kiedyś.
-Tom ci to powiedział?
-Tak. Wiem ,że mnie kochasz ,a ja ciebie. Daj mi drugą szansę- to prawda nadal go kocham ,ale nie wierzę w ani jedno jego słowo.
-Puste słowa James. To są nic nie znaczące słowa. Jakbyś mnie kochał wysłuchałbyś mnie i założę się ,że przyszedłeś tylko bo Tom powiedział ci całą prawdę aż za dużo. Wybaczę ci bo nadal cię kocham ,ale nie chcę cię już widzieć na oczy. Nie wierzę w ani jedno twoje słowo rozumiesz to? Przyszedłeś tu z litości i nie wiem może się mylę ,ale przyszedłeś także z poczucia winy? Wyrzutów sumienia? Nie kochasz mnie James. Widzę to. A teraz żegnaj.
-Ale Lena...
-Wynoś się może kiedyś w dalekiej przyszłości porozmawiamy jak normalni znajomi ,ale teraz nie chcę cię widzieć.- powiedziałam to z trudem. Wyrzuciłam go z domu. W jego oczach zobaczyłam smutek ,żal ,ból ,ale również gniew i złość ,która była widoczna.

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Hejka tą jednorazówkę podzieliłam na dwie części. 
Szczerze? Wydaję mi się trochę nudna ,ale w drugiej części akcja się rozwinie
Podpowiem wam ,że Lena będzie musiała dokonać trudnego wyboru pomiędzy dwoma mężczyznami.
Liczę na szczere komentarze ;) 

poniedziałek, 28 lipca 2014

Chcę zobaczyć tą monetę...

Kendall Schmidt. Człowiek z niebezpiecznym wyrazem twarzy z żyłką do hazardu. Hazard to dzięki tej niebezpiecznej grze w ,której wygrasz ,albo przegrasz niezłą sumę. To właśnie ta gra połączyła rodziców Kendalla. Jego mama Serena MacGregor była krupierką na luksusowym jachcie. Kiedy odbywała swój ostatni rejs na pokład wszedł Justin Schmidt. Spotkali się w kasynie. Serena wiedziała ,że jest profesjonalistą. Typowym hazardzistą ,który nigdy nie przegrywa.
Kendall czekał na piosenkarkę ,którą polecił mu jego przyjaciel James Maslow. Schmidt miał swój luksusowy jacht ,który pływał pomiędzy Saint Louis i Nowym Orleanem. Rejs w obie strony trwał 2 tygodnie. Poszedł w ślady rodziców ,którzy mają udziały w hotelach w Las Vegas ,Atlantic City i Reno.
Zaczął powoli się niecierpliwić bo dziewczyna ,którą zamówił i z którą miał podpisać kontrakt na 6 miesiące jeszcze jej nie ma. Jest już 14 ,a o 17 wypływają. Zniecierpliwiony sięgnął po telefon ,żeby zadzwonić do jej menadżera.
-Ian. Do cholery ,gdzie jest ta dziewczyna? Powinna być już pół godziny temu!- zaczął zielonooki blondyn
-Nie denerwuj się tak Schmidt. To wspaniała dziewczyna ,więc warto na nią czekać- odparł Ian spokojnym głosem
-Jak mam się nie denerwować jak jej jeszcze nie ma? Oby była taka dobra jak mi pokazałeś jej nagranie. Bo jak nie to zrobię wszystko ,żeby cie pogrążyć!- krzyknął Kendall po czym się rozłączył.
Kurwa ile można czekać- pomyślał. Zauważył po chwili dziewczynę. Nastolatkę można pomyśleć. Szła brzegiem wody. Miała na sobie wytarte szorty, T-shirt ,trampki czarne,czapkę z daszkiem oraz okulary przeciwsłoneczne. Zobaczył ,że wchodzi na statek. „Niebiańską księżniczkę” tak słynny Kendall Schmidt nazywał swój ukochany jacht.
-Nie tak prędko mała- chwycił ją za ramię- Na pokład przyjmujemy gości dopiero o 17 ,więc zapraszam cię o 17 wraz z rodzicami ,bo niepełnoletnim nie można płynąć bez opieki- dziewczyna zdjęła swoją czapkę z daszkiem i okulary oraz rozpuściła włosy. Oczom blondyna ukazały się płomienne rude loki oraz kocie oczy. Bardzo piękne błękitne oczy. Była taka piękna ,ale miała coś w sobie. Żaden mężczyzna przy zdrowych zmysłach nie mógł przejść koło niej obojętnie.
-Serio? Serio Schmidt?
-Kim jesteś?
-Cat Farrel. Twoja gwiazda durniu. I z tego ,co pamiętam dawno skończyłam 18 lat- powiedziała po czym podała mu dowód osobisty. Wyczytał z niego ,że ma 24 lata ,czyli 3 lata młodsza od niego.
-Spóźniłaś się. Miałaś być dużo wcześniej.
-Spóźniłam się z tego powodu ,że Ian wysłał mnie ,żebym zagrała u jego znajomych. Mówiłam mu ,że się nie wyrobię z czasem ,ale się uparł.
-Dobra. Wchodź oprowadzę cię- powiedział i wziął jej torbę i walizkę w której miała bagaż na 6 miesiące. Boże ,ale ona pociągająca- pomyślał.
Weszli do sali ,gdzie będzie występowała Cat. Jasne pomieszczenie ,a do tego wielka scena. Potem zajrzeli do kasyna. Jaki on ma cudny tyłek- pomyślała. Boże ,co z tego ,że twój szef ma fajny tyłek? Widzę ,że na starość mi odwala- pomyślała w duchu.
Kasyno liczyło 6 stołów do hazardu. Pomieszczenie miało lekko brązowy kolor ,a w drugim końcu znajdował się bar. Obeszli cały jacht. Na końcu weszli do kajuty Cat. Choć jej pokój (kajuta) był mały cieszyła się ,że taki miała. Zaznała biedy w dzieciństwie i cieszyła się tak bardzo się cieszyła ,że ma tu pracę. Doskonale pamięta jak bywała w obskurnych hotelach ,bo jej menadżer nie chciał zapłacić za pokój z lepszymi warunkami.
-Wszystko już ci pokazałem. Chcesz coś może?- spytał blondyn
-Tak. Jestem głodna.
-To chodź ze mną do kuchni. Zjesz obiad.
Wieczór (występ Cat)

Tyle ludzi będzie ją oglądać na scenie. Dobra Cat wdech wydech wdech wydech powtarzała sobie w myślach za kulisami.
-Liczę Farrel ,że publiczność cię pokocha- powiedział Kendall wchodząc za kulisy.
-Nie martw się Schmidt. A teraz już idę.
-Powodzenia!
-Nie dziękuję!
Ta dziewczyna w niczym nie przypomina tej dziewczyny w zwykłej bluzce z szortami. Teraz miała na sobie miała na sobie fioletową sukienkę do kolan i do tego czarne szpilki. Rozpuszczone włosy i lekki makijaż. Wygląda idealnie-pomyślał. Zaczęła śpiewać Here's 2 us. Piękny melancholijny głos. Odpoczynek dla uszu. Widać było ,że na scenie czuje się jak ryba w wodzie. Skończyła śpiewać i zaczęła kolejną tym razem Gold potem Make it Shine. Skończyła publiczność wstała i biła brawa przez dobre 15 minut. James miał racje mówiąc ,że jest świetna. Jest niesamowita. Warta każdej sumy ,której jej płacę- pomyślał Schmidt.

30 minut później

Cat była już w swojej kajucie ,gdy rozległo się pukanie do drzwi.
-Proszę!-krzyknęła. W drzwiach stał Kendall. Co on chciał? Przecież jest już północ.
-Byłaś wspaniała-powiedział na wstępie.
-Dziękuję ,ale jak jesteś to pomóż mi rozpiąć sukienkę ,bo chyba suwak mi się zaciął- powiedziała. Po co mu to powiedziałam? Robię się coraz głupsza-skarciła się w duchu.
Poczuła ciepły dotyk na swoich plecach. Jakie on ma silne dłonie. Tylko ,że te dłonie teraz zsuwają ramiączko od jej sukienki.
-Dzięki ,ale teraz już dam radę. I zostaw moje ramiączka od sukienki- powiedziała oskarżycielskim tonem.
-Masz śliczne plecy Farrel- powiedział z zadziornym uśmieszkiem
-A ty buźkę Schmidt- powiedziała. Po chwili Kendall wyszedł ,a ona zmęczona poszła spać.

Kendall podchodził do miłości z dystansem. Nie wiedział co to jest miłość za to bardzo cenił sobie prawdziwy gorący romans. Bez żadnych zobowiązań było mu najlepiej. Za to Cat wierzyła w prawdziwą miłość ,która kiedyś nadejdzie.
Tydzień później byli już w Nowym Orleanie. Co to był za tydzień. Kendall trochę zbliżył się do niej. Co najlepsze codziennie dostawało od niego jakiś prezent. Z początku podobało jej się to ,ale z czasem zaczęło ją to irytować. Co on chciał przez to osiągnąć? Chcesz mnie przelecieć? Zadawała sobie różne pytania.
Był ranek ,a dokładniej 9 rano. Zazwyczaj Cat spała do południa tylko że tym razem chciała jak najszybciej wstać i iść pozwiedzać miasto. No i oczywiście chciała uniknąć Kendalla. Zaczynał jej działać na nerwach. Ubrała się w krótkie spodenki i bluzkę z krótkim rękawkiem. Wykonała poranne czynności po czym wyszła z kajuty ,a przed drzwiami zobaczyła Kendalla.
-O widzę ,że już wstałaś. Zwykle śpisz do południa.
-Skoro wiesz to czemu stoisz przed moimi drzwiami?
-Zamierzałem cie obudzić ,bo idziemy zwiedzić Nowy Orlean. Widzę ,że już jesteś ubrana. Byłaś kiedyś w tym mieście?
-Nie ,ale zamierzam dzisiaj troszkę pozwiedzać.
-W takim razie chodźmy.
-Zaraz ,zaraz zamierzam iść ,ale sama.
-To pójdziesz ze mną. Co powiesz ,żebyśmy zaczęli od śniadania w Cafe du Monte?
-Doceniam twoje starania Kendall ,ale ja naprawdę wolę iść sama- powiedziała ,a Kendall nie zwracał na to uwagi. Po prostu wziął ją za rękę i wyszli. Szli w ciszy. Nie odezwali się do siebie ani słowem. Po jakiś 20 minutach doszli do restauracji. Usiedli przy stoliku koło okna. Zamówili sobie śniadanie ,a w tym czasie czekając na nie K3 zaczął rozmowę.
-Po śniadaniu zabieram cię do dzielnicy francuskiej.
-Co ty chcesz przez to osiągnąć Schmidt co? Powiedz mi co ci to da?
-O czym ty mówisz?
-Mówię ,że od tygodnia dostaję jakieś prezenty od ciebie. To zaczyna robić się wkurzające.
-Myślałem ,że lubisz dostawać prezenty. Przecież każdy lubi.
-Lubie to prawda tylko ,że ty przesadzasz. Powiedz mi jedno Schmidt. Chcesz mnie przelecieć?
-Skąd ci to do głowy przyszło?
-Facet nigdy nie robi czegoś bezinteresownie.
-Ja robię. Lubie patrzeć jak sprawiam radość bliskim.
-Ja się do bliskich nie zaliczam.
-Zaliczasz się Cat- powiedział po czym dostali swoje zamówienia.
Po wyjściu z restauracji Kendall zabrał ja do dzielnicy francuskiej. Te wszystkie stare domy są piękne-pomyślała. Spędzili cały dzień na chodzeniu po sklepach. Z początku Kendall wydawał się jej arogancki ,ale zmieniła zdanie bo okazał się być bardzo fajnym facetem.

5 miesięcy później
Minęło już 5 miesięcy ,a pomiędzy Kendallem ,a Cat zaszły bardzo wielkie zmiany. Są razem ,ale można powiedzieć ,że to wolny związek. Choć Cat czuje do Kendalla coś więcej zresztą on zakochał się po uszy w niej. Nie wierzył w miłość ,ale ta dziewczyna go zmieniła i to bardzo. Pierwszy raz się zakochał na poważnie. Mógłby w ogień za nią skoczyć. Tylko bał się to powiedzieć.
Za to Cat myślała ,że Kendallowi chodzi tylko o seks. Nie mogła już wytrzymać dlatego jak dopłyną do portu od razu rezygnuje z dalszego przedłużania kontraktu.
Jest 5 nad ranem ,a ona już nie śpi tylko wspomina chwile spędzone z nim.
Jak zatrzymali się kolejny raz w Nowym Orleanie tym razem Kendall wziął ją na piknik ,ale taki piknik ,że tylko truskawki w czekoladzie i szampan. Kiedyś przysłał jej do pokoju kosz z truskawkami. Sama już nie wie czy tak zachowuje się facet ,któremu zależy tylko na jednym? Rozmyślała 3 godziny.
O 10 poszła do niego. Tak po prostu ,żeby zrezygnować.
-Cześć szefie masz chwilę wolną?
-Dla ciebie mam zawsze. Wejdź. Dobrze ,że przyszłaś bo mam tu nowy kontrakt. Przekaże go twojemu menadżerowi ,żeby podpisał.
-Zwolniłam go więc sama mogę podpisywać.
-Dobrze. Uważałem ,że jest nieodpowiedni dla ciebie. Więc treść już znasz wystarczy tylko ,że podpiszesz.
-Nie będę niczego podpisywać. Bo rezygnuję.
-Słucham?- Widać było ,że blondyn był w nie małym szoku.
-Właśnie to. Przyszłam ci powiedzieć ,że rezygnuję.
-Mam prawo do przedłużenia tej umowy. Jeśli nie podpiszesz złamiesz ją.
-Miałam nadzieję ,że nie będziesz robił żadnych problemów.
-Nadzieja jest matką głupich. Pamiętaj o tym kotku- wiedział ,że kłamała ,że chce nadal tu być dlatego złapał ją za nadgarstek.
-Dlaczego drżysz kotku?
-Ja? Nic podobnego.
-Nie kłam. Przecież czuję.
-Puść mnie to boli.
-Nie kłam. Ledwo cię dotykam ,ale ty za to robisz wszystko ,żeby sprawić mi ból. Dlaczego?
-Daj spokój Kendall. Pozwól mi odejść- mówiła ,a jej głos powoli zaczynał się łamać.
-Powiedz mi prawdę. Dlaczego chcesz odejść?
-Dobrze. Chcesz prawdy to będziesz ją miał! Taki głupi jesteś ,że nie widzisz pewnej rzeczy? Nasz związek to tylko seks ,a ja mam już tego dosyć! Kocham cię ,ale ty tego nie widzisz!
-Kocham cię! Słyszysz? Kocham cię więc wyjdziesz za mnie za mąż.
-Co takiego?!
-Masz wszystko czego pragnę w kobiecie. Jesteś mądra ,zabawna ,utalentowana ,śliczna. Przed tobą odkryłem swoje karty. Nie wiedziałem co to jest miłość. Ale kiedy zjawiłaś się ty to stałem się innym człowiekiem więc wyjdziesz za mnie.
-Oszalałeś Schmidt! Jesteś nienormalny!
-Zrobimy inaczej. Rzucimy monetą. Jeśli wypadnie resztka zostaniesz moją żoną ,jeśli orzeł idź do diabła. Zgadzasz się?
-Nie! - powiedziała Cat. Kendall rzucił monetą.
-Resztka wygrałem! Wolisz wesele z wielką pompa czy kameralnie w gronie najbliższych?
-Jesteś chory! Normalni ludzie nie decydują o swoim życiu monetą!
-Moi rodzice tak zrobili ,a my to powtórzyliśmy. A teraz Cat powiedz co o mnie pomyślałaś ,gdy zobaczyłaś mnie pierwszy raz.
-Pomyślałam ,że jesteś mega pociągający ,co niebezpieczny.
-Ja to samo pomyślałem o tobie.
-Teraz ty mi powiedz czy to są twoje żarty o tym ślubie?
-Cat. Kocham cię i nigdy nie opuszczę.
-A ja myślałam ,że liczy się dla ciebie tylko seks.
-Chciałem wcześniej powiedzieć ,że cię bardzo kocham ,ale nie miałem odwagi.- powiedział ,a potem złączyli się w pocałunku.
-Ja też cię kocham Kendall.
-Ale chcę zobaczyć tą monetę.
-Po moim trupie!- powiedział po czym czym się namiętnie pocałowali.

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Hejka. Mam nadzieję ,że wam się spodoba. Liczę na komentarze ;)